Lata 30 XX wieku, Włochy... Rozwój kina, motoryzacji i mody. Wybuch kobiecego seksapilu... A to wszystko w otoczce akcji rodem z Ojca Chrzestnego... Zapraszamy do rejestracji!
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mieszkanie Cesare Archiaco

Go down 
AutorWiadomość
Cesare Archiaco

avatar

Wiek : 41
Zawód : Inspektor policji
Pochodzenie : Anchor City
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Mieszkanie Cesare Archiaco    Pią Lis 19, 2010 6:37 pm



Proste, schludne, mało sprzętów, za to dużo przestrzeni. Zresztą przy tak niepozornych gabarytach mieszkania, nie ma sensu zagracać go niepotrzebnymi rzeczami. Centralnym jego punktem jest gabinet-salon z mnóstwem książek, biurkiem i podobno wygodnymi kanapami. O to pomieszczenie Cesare dba najbardziej, więc i wygląda najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cesare Archiaco

avatar

Wiek : 41
Zawód : Inspektor policji
Pochodzenie : Anchor City
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Sro Gru 01, 2010 9:31 pm

Po opuszczeniu szpitala, tym razem miał nadzieję, że nie zajdzie taka potrzeba, by do niego wracać wcześniej niż przed ustaloną porą zmiany opatrunku, miał zamiar udać się do swojego biura; ale w głowie czuł taki mętlik i taką ociężałość, że jedynie o co poprosił swoich kumpli, to by go podwieźli pod kamienicę, w której mieszkał. Silvio nawet się zaoferował, że może posiedzą z nim godzinę – takie męskie spotkanie po tej dziwnej akcji, gdzie więcej było niewiadomych niż oni mieli pytań.

- Spotkamy się jutro, dobra? – Cesare zmrużył lekko oczy. Zamierzał jeszcze posiedzieć, sam, przypomnieć sobie wszystko od początku to, co wydarzyło się w ciemnych uliczkach włoskiej dzielnicy. Potrzebował spokoju i skupienia, co przy pulsującym bólu wcale nie było takie łatwe, ale i tak cieszył się, że nie pozwolił na większą dawkę morfiny. Już wystarczająco mocno czuł się apatyczny i powolny, a ta końska porcja narkotyku, którą wspaniałe pielęgniarki chciały mu zaaplikować, dopiero teraz go wystraszyła.

Kiedy wszedł do swojego małego mieszkania, od razu skierował się do gabinetu i usiadł ciężko na sofie. Przez chwilę przyglądał się poszczególnym książkom, które w równych rzędach ustawił na półkach, a potem nagle wstał i podszedł do biurka. Dobrze, że kula uszkodziła lewe ramię, bo przynajmniej mógł pisać.
Cesare potarł w zamyśleniu czoło i zaczął wynotowywać wszystkie szczegóły, który zostały mu w pamięci po dzisiejszej strzelaninie. Nawet te najmniej istotne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cesare Archiaco

avatar

Wiek : 41
Zawód : Inspektor policji
Pochodzenie : Anchor City
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Nie Gru 05, 2010 1:47 pm

Przed kamienicą, w której mieszkał, czekali już na niego Maffucci i Ponterio – pierwszy niedbale oparty o bok samochodu ze skrzyżowanymi na piersi ramionami, drugi pogrążony w cichej rozmowie z policjantami z Reggio.
Cesare najpierw im skinął, a potem podał każdemu dłoń, wymieniając mocne uściski.
- Jak ramię? – zagadnął Emilio, kiedy weszli już do klatki schodowej.
- W porządku – otrzymał krótką odpowiedź i Archiaco wyjął klucze do mieszkania. Poczekał aż wszyscy wejdą i zamknął za nimi dokładnie drzwi. – Rozgośćcie się – co w sumie oznaczało, by nalali sobie z barku to, co aktualnie się w nim znajdowało z racji tego, że wszyscy byli już po służbie.

Przez kilka pierwszych minut rozmawiali o głupstwach, które zwykle sprawiały, że czuli się znacznie lepiej. Omówiono więc kilka ostatnich wyników męczy, wyścigów, ktoś napomknął o jakimś nowo otwartym klubie, potem gładko przeszli na temat dziewczyn, a Cesare pokusił się nawet na krótkie uwagi o pielęgniarkach ze szpitala, które zajmowały się nim w szpitalu.
- Pani pupeczka? – Silvio omal nie zakrztusił się ze śmiechu i pitym przy okazji alkoholem. – Już ją sobie wyobrażam.
Archiaco wycelował w niego palcem, a potem pogroził mężczyźnie.
- Za to druga, młodsza, całkiem ładna – wzruszył na koniec ramionami, bagatelizując całą sprawę.
- Ładna? – podchwycił jeden z tych z Reggio.
- Oczywiście, kwestia gustu.
- Oczywiście – wszyscy mężczyźni wybuchli gromkim śmiechem.

Cesare pokręcił głową, kiedy już opanowali te szczeniackie wygłupy i usiadł za biurkiem.
- Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy o Reggio – spojrzał wymownie na przyjezdnych policjantów – które, mam nadzieję, odpowiedzą na parę pytań.
Zebrani słuchali jego słów w milczeniu, kiedy wyłuszczał im swoje podejrzenia, domysły, a na koniec Silvio kaszlnął nieco zbity z tropu.
- Pięknie – dodał po chwili.
- To jeszcze nic – Cesare opadł na oparcie fotela – wygląda na to, że primaria famiglia ma jakiegoś kapusia u siebie, który nie dość, że układa się z mafią z Reggio, to jeszcze nie ma nic przeciwko współpracy z nuova famiglia stąd. Przynajmniej tak mi się wydaję.
- Nie mów – Maffucci wstał z kanapy, by dolać sobie wina – możemy za jednym zamachem pomóc w Reggio i odciąć mafię od jej dostaw.

Archiaco potarł dłonią czoło.
- Nie do końca... – i znów zaczął omawiać swoje pomysły i to, co udało mu się dowiedzieć przez te krótkie dwa dni. Kiedy skończył, Emilio przewrócił oczami.
- I co teraz?
- Trzeba się zbratać z mniejszym złem, a przy okazji wyciągnąć dla nas, ile się da.

Rozeszli się w różnych nastrojach, a Cesare pozbierał szkło rozstawione po całym pokoju i zaniósł je do swojej mikroskopijnej kuchni. Kiedy już wszystko posprzątał i pozmywał, przeciągnął mokrą dłonią po włosach i przeszedł do równie małej sypialni, gdzie mieściło się jedynie wąskie łóżko i wnękowa szafa. Przymknął oczy, ale nie usnął, jego myśli biegły zbyt szybko, by mogły mu na to pozwolić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Nie Gru 05, 2010 5:47 pm

Za oknami mieszkania przy uliczce było nagle słychać pisk opon po czym dwa wystrzały z pistoletu.
W pierwszym bez dachu i drzwi po bokach aucie , siedział starszy zakonnik manewrując po między lampami śmietnikami skrzyniami ustawionymi na drodze, zanim pędziła czarna limuzyna w której siedziało dwóch mężczyzn jeden wychylał się przez okno próbując trafić z broni w pojazd jadący przed nim, po chwili weszli w zakręt i znów przed oknami mieszkania ukazał się ten sam widok, robiąc drugie koło zakonnik tym razem skręcił ostro w prawy zaułek, po chwili było można słyszeć pisk opon i hałas rozbijającego się samochodu.

Po paru minutach z uliczki nad przeciwka wybiegł mnich chowający się pomiędzy śmietnikami, oraz przeskakujący pobliski murek prowadzący do starej zrujnowanej kamiennicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cesare Archiaco

avatar

Wiek : 41
Zawód : Inspektor policji
Pochodzenie : Anchor City
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Wto Gru 07, 2010 10:18 pm

Zachowanie Gottiego nawet więcej niż go zaskoczyło. I co oznaczał ten niepasujący do niego gest, to znaczy poprawienie temblaka? W odpowiedzi pozwolił sobie tylko na jakiś nieznaczny uśmiech i skinął głową na pożegnanie. Nim jednak wszedł do swojej kamienicy, obserwował spod oka tego tajniaka, który pewnym krokiem skierował się w stronę budynków, skąd przed chwilą wyszedł on i Maffucci. To był zbyt pewny krok...

Cesare westchnął ciężko i poszedł do mieszkania. Najpierw odczekał chwilę, by upewnić, że nikogo nie ma na korytarzu, a potem szybko otworzył wszystkie zamki i niemal wślizgnął się do środka. Tak, jak się umawiali, zakonnik nie ryglował drzwi, bo wtedy nawet Archiaco nie dostałby się do domu. Wzmacniane drzwi – jeszcze robota jego świętej pamięci brata – wytrzymały niejedno. Zamknął wszystko na powrót i dodatkowo użył zasuwy.
- To ja Archiaco – powiedział, ale dość cicho i poczekał aż zakonnik wyjdzie małej sypialni do równie małego korytarzyka. Skinął dna niego, by przeszli do kuchni, która była ślepa, z jednej strony przylegała do łazienki, a z drugiej do sypialni. – Napije się brat czegoś? – i nie czekając na aprobatę, postawił czajnik na kuchence.

Przysunął jeden taboret dla swojego towarzysza, a drugi dla siebie.
- A... nie wiem od czego powinienem zacząć... – Cesare zmierzwił włosy. – Na dole rozegrała się nieciekawa sytuacja. Przyjechał komisarz policji prawie w tym samym czasie, co jakiś agent, a wraz z nim młoda kobieta. Raczej jasnowłosa, ładna, nie wiem czy dobrze podejrzewam, ale para się chyba medycyną. Może pielęgniarka.
Wrócił myślami do scen ze szpitala i tego, że prawdopodobnie była to jedna i ta sama osoba.
- Ten tajniak poszedł najwyraźniej po twojego podopiecznego, a kobieta pojechała na komisariat. Zatem moja prośba jest jedna. Niech brat opowie wszystko, co wie, bo ja zaczynam się w tym wszystkim gubić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Sro Gru 08, 2010 1:26 am

Usiadł wygodnie i powoli ze zmęczoną miną powiedziałem.

-Mocnej kawy, Przybyłem do sierocińca gdzie ojciec Matteo miał ogromny problem a dokładnie wszystko poszło o to że ten mały pracował dla mafii no nie ukrywając wiem co nieco o tym ale to zostawmy, dokładnie nie wiem jak znalazł się w sierocińcu ale przed tę gdzieś była niezła strzelanina w której został ostro ranny.

Przetarłem oczy mówiąc spokojnym głosem

- Przepraszam za lekką paplaninę ale to ze zmęczenia, no wiec przybyłem do sierocińca gdzie leżał ten chłopak pewna pielęgniarka opatrywała mu ranę po czym postanowiliśmy wywieść go w bezpieczne miejsce, kamienica miała być tylko małą przykrywką na kilka godzin, ale no cóż w trakcie kiedy wymknąwszy się ze schroniska, nie wiem jak to się stało przecież byliśmy ostrożni ale nas wyśledzili, udało mi się ich zgubić za pierwszym razem ale kiedy wysadziłem chłopaka i paniom pod kamienicę to próbowałem wywieść ich w pole ale nie udało się co więc miałem robić stanąłem w wąskiej uliczce szybko bokiem a ten rąbnął we mnie, Bogu niech będą dzięki że drzwi nie było, ale mniejsza z tym, wiem tylko tyle że mały był świadkiem oraz wie coś co niby morze zagrozić mafii przecież by go nie ścigali za byle co.

Przetarłem oczy wstałem pochodziłem po pomieszczeniu, wyciągnąwszy bagnet z I wojny światowej postawiłem go na stole mówiąc

-Przepraszam ale już trochę uwierał, mam do pan osobiste pytanie.

Przyjrzałem się młodzieńcowi dokładnie, usiadłem na krześle i zamyślona miną powiedziałem.

- Czy może ktoś z rodziny pana pracował w policji w Rzymie, morze wujek dziadek albo ojciec, bo gdzieś tą twarz kojarzę nie dokładnie pana ale podobną osobę do pana, jak sobie przypominam to był policjantem, no niech pomyślę to chyba była dzielnica św Piotra Jana czy marka ale chyba Piotra, to było jakieś 19 czy 20 coś lad temu.

Zamyślałem się po czym wyciągnąłem się na krześle mówiąc.

-A nieważne dawne dzieje, teraz ważne jest gdzie go schować oraz jak czmychnąć przekupnym policjantom, powiem panu w prost nie zgodzę się żeby go przewozić w publiczne miejsce szpital a przede wszystkim żadnych komisariatów
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathaniel Quayle

avatar

Zawód : Zabójca
Pochodzenie : NY, USA
Liczba postów : 26

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Sro Gru 08, 2010 2:59 pm

Nathaniel był z siebie niezwykle dumny. Śledzenie kogokolwiek nie zaliczało się do jego ulubionym zajęć. Wolał porządną akcję, bijatykę, kanonadę i pościgi. Działania w ukryciu wprawiały go w szewską pasję. Nie lubił też, kiedy nie był panem sytuacji. Toteż w niezwykłe zadowolenie wprawiły go dwie rzeczy. Po pierwsze nie został zauważony przez dwóch funkcjonariuszów policji, których śledził. Tych, co byli pierwsi na miejscu strzelaniny. A przynajmniej on sam myślał, że niczym sieęnie zdradził. Doprowadzili go do kamienicy w dość bliskiej okolicy całego zdarzenia. Oczywiście mężczyźni znikneli mu na którymś z pięter, więc nie zorientował się, gdzie dokładnie jest ich kryjówka. Uratowało go to, że usłyszał odgłos zasuwanego rydla. W środku nocy daje to wiele do myślenia. Przyjrzał się kolejno wszystkim drzwiom. Dwie sztuki wyglądały na nazbyt można rzecz pancerne.
Co prawda planował ogłosić swoją obecność, ale z drugiej strony równie dobrze mógł zostać zignorowany. Dodatkowo nie przychodziło mu do głowy nic na tyle przekonującego, aby policjanci chcieli z nim współpracować. Na szczęście stwierdził, że potrzebuje wyłącznie odpowiedniego argumentu.

Zawrócił do mieszkania zakonnika i przy pomocy noża wydłubał z roztrzaskanych drzwi pociski. Schował je do kieszeni, niczym najcenniejszy skarb. Powtórnie wrócił pod drzwi, zza którymi jak sądził przebywali mężczyźni. Wybrał na początku te z nietypową ilością zamków. W sumie, aż proszących się o policyjny taran.
Zastukał w drzwi używając kodu Morsea trzy krótkie, trzy długie i ponownie trzy krótkie. Miał nadzieję, że zakonnik pamiętał o umownym znaku i stwierdzi, że to przyjaciel. Jeżeli w ogóle był w środku, gdyby jednak się mylił. No cóż w takim wypadku użyje swojej karty przetargowej w postaci zabezpieczonych pocisków z broni palnej. Policjanci powinni być bardziej skorzy do współpracy, kiedy dotrze do nich, że ma dowody na zatajanie całej sprawy. Wyciągnie z nich to co będzie musiał inaczej Arianna wpadnie w szał. A tego by nie chciał.
Poza tym agenci- znajdujący się zapewne już w pociągu do Anchor. Ich funkcja była prosta zapewniali bezpieczny powrót chłopca do zakładu opieki, nie będą zadowoleni, jeśli jutro rano świadek nie pojawi się w umówionym miejscu. Ani tym bardziej szefostwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Sro Gru 08, 2010 3:40 pm

Poderwałem się z krzesła chwytając bagnet w dłoń, chowając go z tyłu za pas.

- To sygnał jaki dawaliśmy sobie z panią doktor jak któreś z nas wracało do kryjówki.

Zastanowiłem się głęboko zmarszczyłem brwi.

- Może się dowiedziała w jakiś sposób gdzie się znajdujemy co pan myśli o tym?

Spojrzałem odruchowo na policjanta po czym poszedłem zamknąć drzwi od jego sypialni, po powrocie do kuchni oparłem się o krzesło mówiąc przyciszonym głosem.

- Jeśli by był to ktoś z mafii to by tak raczej chyba uprzejmie by nie pukali.

Podszedłem do policjanta i szeptem powiedziałem.

-Najwyżej ja otworze a pan obok stanie drzwi i przystawi tej osobie pistolet do głowy, jeśli się okaże że to nie ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cesare Archiaco

avatar

Wiek : 41
Zawód : Inspektor policji
Pochodzenie : Anchor City
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Sro Gru 08, 2010 6:26 pm

W milczeniu wysłuchał słów zakonnika, w między czasie zaparzył mocną kawę, ale sam zdecydował się tylko na wodę, jakoś nie miał ochoty na nic innego. Poza tym kawa o tej porze? Nie, zdecydowanie nie.
Nie zdziwiła go wzmianka o pielęgniarce, teraz był niemal pewien, że spotkali się w szpitalu. Zastanawiał go tylko fakt, co w tym wszystkim robiła ta kobieta w przytułku, szpitalu, a teraz w towarzystwie agenta. Nie pytał o to jednak więcej. Ale nie przemilczał faktu, że brat wspomniał o Rzymie.

- Jeśli chodzi o mojego dziadka i ojca nie potrafię powiedzieć, choć mogę o to zapytać w rodzinie – wzruszył lekko ramionami i nic więcej nie dodał. O tym, że sam był powiązany z Rzymem wolał nie wspominać.

Cesare przyglądał się przez krótki czas bagnetowi, który zakonnik położył na stole. Piękna i zabójcza zabawka. Potem przeszedł na chwilę do sypialni i w milczeniu patrzył na śpiącego chłopca. Dzieciak jeszcze. Oczywiście, że nie mogli zawieść go do szpitala, posterunki też odpadały. Potrzebował dobrej medycznej opieki, więc jego mieszkanie też się nie nadawało.
Bez słowa podszedł do telefonu i wykręcił numer, który miał wyryty w głowie niczym Modlitwę Pańską. Kiedy tylko usłyszał znajomy głos, wypowiedział na pozór bezsensowne słowa:
- Chi e quel che per forza a te mi mena.
Odłożył powoli słuchawkę.
- Zawieziemy go w bezpieczne miejsce, obiecuję. Brata zresztą też, ale to wszystko musi pozostać między nami tak, jak to powiedział już brat.

I wtedy rozległo się pukanie, a zakonnik zaczął chaotycznie coś mówić. Oznaczony sygnał. On też czekał na swoich ludzi. Nie sądził, by przyszli po kilku sekundach. I już nie było mowy o odwrocie.
- Proszę się uspokoić. Nikt nie zginie – Cesare powiedział to twardym tonem, zupełnie do niego niepasującym. Pozostałość po dawnej służbie. – Nie mają pojęcia z kim zadarli.
Nim brat poszedł otworzyć, Cesare zdjął ramię z temblaka i wyjął ze schowka doskonałą broń szybkostrzelną, królową zasięgu i celności owych czasów – szwajcarskiego furera. Zgrzytnął ze złością zębami. Mimowolnie powróciły wspomnienia z przeszłości.
- Ja otworzę, a brat niech się cofnie.
Zakonnik zrobił to, o co go poproszono, a Archiaco sam odryglował drzwi i szybko odskoczył do tyłu. Stanął oko w oko z tym samym mężczyzną, który tak łatwo oddał w ręce Gottiego dziewczynę. Super.
- Witam ponownie i zapraszam do środka – mruknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathaniel Quayle

avatar

Zawód : Zabójca
Pochodzenie : NY, USA
Liczba postów : 26

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Sro Gru 08, 2010 11:20 pm

Nathaniel czekał na reakcje dość długo. W pierwszym momencie miał zamiar zapukać do następnych drzwiach, ale dobiegł do niego ten sam odgłos odsuwanego rygla. Szło nazbyt łatwo. Wkrótce w progu stanął ten rany policjant, choć już nie miał unieruchomionej ręki. Kiwnął głową na słowa mężczyzny wkraczając posłusznie do środka dość ciasnego mieszkania, choć o klasę wyżej jeśli chodzi o poprzednią kryjówkę. Podejrzewał, że świadek był tu trzymany, przed oczami mignęła mu przecież sylwetka zakonnika. Stanął bokiem do rannego policjanta. Byłby głupcem gdyby łudził się, że mężczyzna nie zabezpieczy się odpowiednio przed rozmową. Toteż był przygotowany do ewentualnego ataku. Trochę przypominało to początek walk kogutów, jak kiedyś określiła to pewna kobieta podczas niedawnej akcji. Badawczo mierzyli się wzrokiem, szukając zagrożenia u przeciwnika. Nathaniel nie był ufnym człowiekiem, w przeciwieństwie do Arianny. Cecha ta wytworzyła u niego szereg dziwnych nawyków, jak na przykład siadanie w restauracjach, w takim miejscu, aby mieć całą salę na widoku. I najlepiej ścianę za sobą. Jak, ze był gościem odezwał się pierwszy dość głośno.

- Agent specjalny Nathaniel Quayle, jak zapewni pan wie. Mówię to głównie do brata Francesco. Przejdę od razu do rzeczy. Jak widzę narobiło się sporego zamieszania i każdy z nas, jak mniemam chce jak najlepiej dla Bartolomego. Dlatego powinniśmy poważnie wytłumaczyć sobie wszelkie niejasności i wybrać wyjście najlepsze dla brzdąca. Walka o przewodnictwo w stadzie chyba jest zbyteczna.

Rozglądnął się po korytarzu, wąski ale nie zagracony. Przestrzeń niewystarczająca do pełnego manewrowania. Żałował, że nie zabrał ze sobą walizkę z samochodu. Przy jej pomocy mógłby zasłonić się w razie ataku. Nigdy nie było wiadomo, kto dla kogo pracuje.

- Jest pan po służbie, więc fakt, że nasz wydział został poinformowany jako pierwszy o sytuacji Bartolomego nie przekona pana do jego wydania. Ujmę sytuację w jakiej się znaleźliście w innym świetle. Chciałbym najpierw zobaczyć co z naszym podopiecznym, jeżeli to nie przeszkadza panie...?

Spojrzał wyczekująco na policjanta, chciał zachować pozory uprzejmej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cesare Archiaco

avatar

Wiek : 41
Zawód : Inspektor policji
Pochodzenie : Anchor City
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Sro Gru 08, 2010 11:47 pm

- Inspektor policji, Cesare Archiaco – odpowiedział po chwili – Proszę zamknąć drzwi.
Jeszcze tego brakowało, żeby wywołać panikę, jeśli któryś z bardziej ciekawskich mieszkańców wyjrzy na korytarz.
Przyglądał się przez chwilę w milczeniu agentowi. Nie miał żadnych przesłanek, żeby wierzyć temu człowiekowi. Pielęgniarkę czy panią doktor oddał tak łatwo w obce łapy, że w sumie mógł chcieć załatwić tego młodego, więc szczytem głupoty byłoby wpuszczenie go dalej niż tutaj.

- Chłopiec ma się dobrze. Bart Francesco może potwierdzić, że nie stała się mu z mojej strony ani niczyjej innej, krzywda, zatem darujmy sobie oglądanie go, ale nie ukrywam, że powinien znaleźć się pod dalszą opieką lekarską.
Włażenie do jego prywatnego lokum, gdzie facet mógłby wyciągnąć broń albo wykombinować coś, co niekoniecznie przysłużyłoby się ich sytuacji też przeczyło pozwoleniu, by chodził bezkarnie po mieszkaniu.
Cesare nawet o milimetr nie opuścił broni, ale jego głos brzmiał o ciut przychylniej.
- Tu nie ma miejsca na jakąś walkę o przywództwo i nie ma żadnego stada, agencie Quayle. Natomiast chciałbym zaznaczyć, że jeśli nie jest pan agentem włoskiego wywiadu, nie ma pan tu wielu kompetencji, więc tym bardziej chciałbym zobaczyć całą sytuację w innym świetle. Może ja zacznę pierwszy.

W treściwych słowach opowiedział to, co wydarzyło się począwszy od pościgu aż do tej chwili.
- Jak pan widzi, chcąc, nie chcąc zostałem wmieszany w to wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 1:06 am

Usiadłem ciężko na krześle spoglądając na dwóch mężczyzn którzy byli na siebie wrogo nastawieni kiedy drzwi za agentem się zamknęły, zacząłem już spokojniej mówić.

- Jeśli pan zna panią doktor to na pewno panu opowiedziała przebieg całego wydarzenia, to proszę mi przynajmniej opowiedzieć skąd i jak uciekliśmy z pierwszego miejsca.

Spojrzałem na policjanta mówiąc spokojniej popijając kawę.

- Może byśmy tak wszyscy na chwile odłożyli broń i usiedli, bo przecież tak czy inaczej jak już tu pan policjant wspomniał strzelanina w takim miejscu znów wzbudzi podejrzenia i przywlecze za sobą innych, a nikt z nas by tego nie chciał,

Stanąłem po miedzy nich tak żeby obie lufy były wycelowane we mnie, stałem patrząc na jednego potem na drugiego a następnie popijałem kawę.

- Przepraszam za taki wygłup ale tak czy inaczej musimy dojść do jakiegoś porozumienia przecież pan agent ma na pewno jakąś legitymację czy coś w tym stylu, i jak ja bym był na jego miejscu to zamiast pukając do drzwi, bym je wysadził a potem bym wparował z dwoma drabami, ale oczywiście jak bym był w mafii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathaniel Quayle

avatar

Zawód : Zabójca
Pochodzenie : NY, USA
Liczba postów : 26

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 3:11 pm

- Ależ ja jestem członkiem wywiadu. Choć włoskiego dość niedawno. Niepokoi pana moje obco brzmiące nazwisko?Jestem Amerykaninem, pracowałem wraz z Eliotem Nessem. To znana osobistość. Jego metody walki z gangsterami są dość skuteczne. Całkiem niedawno udało mu się złapać Ala Capone - nazwisko mafioza wypowiedział z niekłamaną radością. - Co prawda za podatki, ale jednak... Agencje wywiadowcze postawiły na nowy typ walki z mafią. Zwie się wymianą doświadczenia. Stąd jestem we Włoszech.Sprawę tą przydzieliło mi szefostwo. Jeżeli pan pozwoli inspektorze okaże legitymację. Mam ją w kieszeni płaszcza.

Wolnym ruchem ręki poklepał się po prawej stronie na wysokości piersi.

- Mam też tam Berrete, nie wspominając już o Colcie przy pasie.

Quayle był praworęczny, ale treningi w młodzieńczym wieku pozwoliły mu sprawnie posługiwać się w walce obydwoma rękami. Zataił jednak fakt noża w bucie. Podejrzewał, że będą ze sobą współpracować. Inspektor Archiaco raczej nie odda mu chłopaka i nie zapomni o całej sprawie. Typowym Włochem raczej nie był. Brakowało u niego takich cech jak porywczości, gadulstwa, nadmiernego gestykulowania. Z tego ostatniego Nathaniel był rad, bowiem broń jaką dzierżył w dłoni należała do tych bardzo skutecznych.

Na jego słowa na temat nie krzywdzenia chłopca kiwnął tylko głową, szukając potwierdzenia u brata Francesco. Wystarczyłby mu tylko nerwowy tik, a Natt rzuciłby się na inspektora, wykorzystując jego słabość. Wiedział, że nosił rękę w temblaku i mogła być mniej sprawna. Ostatecznie o chęci pomocy z jego strony przekonał go manewr zakonnika. Co tam, że z łatwością mógł posłużyć sie nim jako tarczą. Duszpasterz stał do niego prawie tyłem, odgradzając go od inspektora i Furera.Fakt, jednak ten wskazywał jednoznacznie, że braciszek współpracował z policjantem z własnej woli. Zaśmiał sie prawie rubasznie na jego ostatnie słowa.

- Dziękuję za podpowiedź, skorzystam na pewno z tej metody. Zwykle robimy to jednak regulaminowo. Mały oddział uderzający, taran i zbliżające się na sygnale jednostki policyjne. Skutecznie otwiera niemal wszystkie drzwi.Wracając jednak do pytania sprawdzającego...

Urwał uśmiechając się wspominając jak wystraszył Ariannę w jej mieszkaniu, po czym kontynuował.

- Wiem, że do ucieczki użyliście do samochodu otwartego, bez drzwi, dachu, do tego stary i ledwo przędźący. Choć równie dobrze mogłem zauważyć go już po stłuczce. Aria posłużyła się... - przerwał, bowiem niechcący wymsknęło mu się imię jego wspólniczki. Z drugiej jednak strony prędzej czy później dołączy do nich. - tym swoim śmiesznym pistolecikiem. Lady Smith, nikogo nie zabijając. Wysiadła wraz z chłopcem, chwile po tym jak udało wam się zgubić pościg. Doszło do kolizji, kiedy zatrzymałeś się. Tym zostali wyeliminowani. Wiem też, że zanim uciekliście z przytułku. Aria wróciła z ojcem Matteo ze szpitala z medykamentami.

- Proponowałbym nie mieszać w to więcej osób. Zwłaszcza, że pomoc medyczną nie musimy już szukać. - Mimowolnie zastanowił się co u niej słychać, ale powrócił do wątku.- Wystarczy ją tylko wyciągnąć z posterunku. To zaskakując, jak szybko miesza się w dziwne sprawy. Aria jest społecznikiem. Na uwadze ma bezpieczeństwo wszystkich w to wplątanych osób. Planowała udać się na komisariat, zgłosić zaginięcie wychowanka sierocińca. Miała też poprzez swoje koneksje zmusić policjantów do patrolowania tego terenu. Zmniejszy to ryzyko nękania przez mafiozów ojca Matteo. Tylko my wiemy, że ojczulek nie wie gdzie znajduje się chłopak. Gangsterom jego zapewnienia mogą nie wystarczyć. Gdybym wiedział od początku, że pan, inspektorze, jest wmieszany w sprawę. No cóż, byłaby tu wtedy z nami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Berenice Forgione

avatar

Wiek : 36
Zawód : Właścicielka restauracji Eterna Seduttrice
Pochodzenie : Mediolan
Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 5:17 pm

Przed kamienicę, w której mieściło się niewielkie mieszkanie inspektora Archiaco, zajechały dwa wozy – Cadillac i Delage. Z tego drugiego wysiadł wysoka, szczupła kobieta, ubrana w czarny, idealnie dopasowany damski garnitur, a wraz z nią trzech dryblasów. Po chwili dołączyli do nich jeszcze czterej mężczyźni – równie wysocy i postawni, których postawa, ruchy i w ogóle całe zachowanie świadczyło o jednym – dawni żołnierze, którzy jednak zachowali wszystkie te cechy, które czyniły ich idealne maszyny do zadań niewykonalnych i do zabijania.

Berenice za to w niczym nie przypominała uroczej właścicielki Eterny. Była maksymalnie skupiona, przy tym niezadowolona i nim weszła do kamienicy wyrzuciła niedopałek, który trzymała w palcach w typowo męski sposób – kciukiem i palcem wskazującym.
- Czterech obstawia, trzech idzie ze mną – zakomenderowała, choć nie musiała tego robić, ale cóż... Pozostałości po służbie w Rzymie. No, nie do końca w tym mieście.

Kiedy wspięli się na piętro, Berenice wyjęła swój komplet kluczy i otworzyła nimi drzwi, które pchnęła od siebie, zastając dość nieoczekiwany widok. W małym korytarzyku mieszkania jej współpracownika stał jakiś nieznajomy tyłem do nich, za nim zakonnik i Archiaco, który trzymał u boku tą cholerną broń, którą posługiwali się w czasie służby.
Kobieta nieznacznym ruchem poprawiła kołnierzyk wysoko zapiętej, męskiej koszuli i skinęła na swoich ludzi, którzy natychmiast dobyli broń, celując prosto w nieznanego jej człowieka.
- Do środka – zakomenderowała Berenice i wszyscy bez szemrania weszli do mieszkania, wpychając tego obcego, mnicha i przy okazji Cesare. Nagle wszyscy w ciągu kilku minut znaleźli się w salonie, a trzech dryblasów o typowo żołnierskim wyglądzie miało na wszystkich oko.

Berenice obrzuciła wszystkich mało przyjaznym spojrzeniem, by ostatecznie zatrzymać wzrok na inspektorze.
- Mam nadzieję, że ściągnąłeś mnie tutaj z ważnego powodu, bo raport musi być cholernie dobry dla naszych przełożonych.
Wysłuchała wyjaśnień Cesare, krótkiej informacji o całym zajściu i obecnych tu osobach, również o chłopcu, który leżał u niego w sypialni. Z ogromną niechęcią przeszła do pokoju i wróciła po dwóch minutach.
- Jak na moje oko, mały wymaga dalszej opieki lekarskiej, a tu takiej nie widzę.
Żachnęła się, gdy Archiaco nawiązał do pani lekarz, która pomogła już chłopcu, ale teraz niestety znajduje się na posterunku.
- Inspektorze, tylko bez takich głupot – uniosła ostrzegawczo dłoń – ten tam potrzebuje od razu lekarza, a nie zanim ktoś wyciągnie panią doktor z policji.
Nagle kobieta przeniosła spojrzenie na zakonnika.
- Jezuita, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 6:40 pm

wysłuchałem słów agenta i kiedy tak staliśmy chciałem odejść na bok żeby usiąść na krześle, gdy nagle drzwi się otworzyły i wparowali jacyś ludzie, zrobiłem tylko uśmiechniętą minę bo tej nocy chyba już nic mnie nie zaskoczy, postrzelony dzieciak, pościg, policja, agencji, a ciekawe kto teraz będzie, bo brakowało już tylko grupy mafiozów która by dopełniła nasze stojące w pomieszczeniu kółko różańcowe, uśmiechnąłem się tylko szeroko po czym wziąłem głęboki łyk kawy i z uśmiechem usiadłem na krześle mówiąc.

- No pięknie, dobrze by było jak bym was jeszcze w niedziele w kościele zobaczył to by było coś.

Oparłem się wygodnie spoglądając na kobietę która poszła do pomieszczenia obok a potem wróciła, zrobiłem po chwili poważną minę po czym odparłem na pytanie.

-Tak dla sprostowania, to jestem księdzem ale owszem należę do zakonu ale nie jezuitów tylko benedyktynów, nie przeczę brałem u jezuitów nauki tak jak u franciszkanów i u apostołów dobrej śmierci.

Wstałem z krzesła lekko skinąłem głową.

- brat francesco miło mi a pani, bo teraz nie wiem już kogo mam się spodziewać agentka mafia czy policjantka bo taka nam się tu mieszanka osobowości porobiła że pogubić się można.

Usiadłem z powrotem na krześle rozejrzałem się po ochroniarzach i stwierdziłem że tyle jest tu osób do ochrony małego że mogę już pójść na odpoczynek, na koniec powiedziałem tylko to że.

-Drodzy państwo z prawnego i pedagogicznego punktu prawną odpowiedzialność za małego ma sierociniec a dokładnie ojciec Matteo i jego przełożeni, więc jeśli ktoś chce zabrać chłopca poza miasto musi dać ojcu Matteo jakiś dokument żeby żadne tu ze stojących nie było oskarżone lub podejrzane o bezprawne uprowadzenie chłopca, reasumując napiszcie ojcu list że chłopcu nic nie jest oraz, żeby podpisał odpowiednie dokumenty zezwalające małemu na wyjazd, bo przecież dobry ojczulek odpowiada za niego wiec jeśli jego przełożeni się o tym dowiedzą to mogą go zwolnić ze stanowiska lub zamknąć sierociniec a to by nie było zbyt dobre.

Po tej długiej nużącej wypowiedzi dolałem sobie ciepłej wody jeszcze do mocnej kawy po czym znów usiadłem i już nic nie mówiąc obserwowałem cała sytuację.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathaniel Quayle

avatar

Zawód : Zabójca
Pochodzenie : NY, USA
Liczba postów : 26

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 6:46 pm

Sytuacja robiła się coraz ciekawsza wraz z pojawieniem się kobiety. Gdyby nie zaistniałe zdarzenia Nathaniel z chęcią wychyliłby z nią nie jeden kieliszek winna. Kobieta przedstawiał sobą jego ulubiony typ kobiety zdecydowanej, pewnej siebie i chmurnej. Posłusznie wykonywał wszelkie polecenia zważywszy na to, że ludzie inspektora mieli znaczącą przewagę liczebną. Co do jego osoby mógł ściągnąć więcej typków, może całe miasto. Jakby nie było dostatecznie ciasno, kiedy byli we trzech. Zgadzał się też po części z bratem Francesco. Musi sobie zapamiętać, ażeby odwdzięczyć się Archiaco za tą niespodziankę. Cały czas zachowywał spokój, choć było to trudne. Mógł wezwać swoją drużynę i mieć, gdzieś że inspektor tając całą akcję zostanie za to ukarany. Przyjrzał się nowej grupie, wyglądali na wyszkolonych i nie mniej zdeterminowanych.

- Wybaczcie, że przeszkodzę, ale lekarka jest tam jako świadek – zauważył spoglądając na kobietę, wyglądało na to, że ona miała tu decydujący głos. Zastanawiał się dla kogo pracuje i kim są jej przełożeni. Może jakimś cudem, mieli wspólnych. Wiele by to uprościło. – Wystarczy tylko po nią pojechać, nikt jej nie zatrzyma. No chyba, że wolicie wplątać w to więcej osób. Będzie jeszcze zabawniej – sarknął. – A co później? Jak zapewnicie mu bezpieczeństwo? Nasz wydział ma bezpieczne drogi przerzutowe, właśnie do miasta zbliża się szwadron, który będzie odpowiedzialny za Bartolomego. Nie tylko to, ale jako świadek zyska nową tożsamość. Więc skoro tak troskacie się o jego los, powinniśmy już nim się zająć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Berenice Forgione

avatar

Wiek : 36
Zawód : Właścicielka restauracji Eterna Seduttrice
Pochodzenie : Mediolan
Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 7:47 pm

Rozbawili ją obaj mężczyźni, zarówno ojczulek, jak i agent. Swoją drogą źle się działo, że agentury mieszają się między sobą i ściągają ludzi z odległej Ameryki, w której nie mają pojęcia o zasadach pracy w starej, dobrej Europie.

- A... z zakonów benedyktynów, ale to niewiele zmienia. Jako osoba duchowna, podlega brat zwierzchnictwu papieża i Watykanu, więc w tym przypadku bezpośrednio mnie. Agentka Żandarmerii Watykańskiej i Policji Włoskiej jednocześnie, Berenice Forgione. Podejrzewam, że ta dziwnie przeprowadzona akcja bez zawiadomienia swoich zwierzchników nie przejdzie bez echa, bracie Francesco. Również jeśli chodzi o ojca Matteo, który dostanie stosowne pismo od biskupa Rzymu oraz zwierzchnika Kongregacji do Spraw Nauki i Wiary, oraz Kongregacji do Spraw Bezpieczeństwa Wiernych, ale tym już zajmie się inspektor Archiaco, który bezpośrednio z nimi współpracuje.

Wstała z sofy, na której na chwilę przysiadła i spojrzała na agenta.
- Mam nadzieję, że wyjaśnień stało się zadość, więc teraz powoli pan, agencie Quayle, że zabiorę chłopca w bezpieczne miejsce wraz z bratem Francesco, jeśli ten wyrazi zgodę. Zagwarantuje mu bezpieczeństwo i opiekę lekarską do czasu aż pana ludzie nie przybędą do miasta – skinęła na chwilę głową, a potem dodała już dużo poważniej, choć było to niemal niemożliwe, zważywszy, że niemal cały czas mówiła grobowym tonem. – Innej możliwości nie wiedzą, zwłaszcza, że chłopiec został otoczony opieką przez katolicki przytułek, a więc tym samym nadal podlega opiece moich władz, których aktualnie jestem przedstawicielka.

Dała znak i dwóch z ludzi Berenice przeszło do sypialni, z której wyszli po chwili, niosąc nosze.
- Co zaś do pani doktor, skoro wystarczy po nią jechać, proszę to uczynić agencie Quayle, ale obawiam się, że musi panu towarzyszyć przedstawiciel tutejszych władz policyjnych, inaczej trzeba czekać na pisemne upoważnienie z centrali w Rymie, a to trochę potrwa. Zatem... kiedy przybędą pana ludzi i gdzie?
Powiedziała na koniec, skinąwszy na swoich ludzi, by zeszli do samochodu i spojrzała wyczekująco na zakonnika, by poszedł im towarzyszyć.


Ostatnio zmieniony przez Berenice Forgione dnia Czw Gru 09, 2010 8:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cesare Archiaco

avatar

Wiek : 41
Zawód : Inspektor policji
Pochodzenie : Anchor City
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 8:05 pm

Widział, że Berenice nie była zadowolona i to, że władze duchowne zostało w to wciągnięte również. Od dawien dawna istniała niekwestionowana współpraca między Watykanem, a włoskim rządem. Zresztą nie mogło być inaczej, bo Watykan posiadał zbyt wiele informacji na wiele tematów i wiele spraw, a poza tym w grę wchodziły jeszcze pieniądze, a to była kwestia bardzo ciężkiego kalibru. Obawiał się, że ktoś taki, jak agent Quayle nie zrozumie, jaki panowały tu zależności, wynikające z faktu, że włoski rząd zawsze był ogromnie dumny i czuły jednocześnie z posiadania licznych kontaktów z Watykanem. Ona i Berenice doświadczyli, jak bardzo wiele trzeba poświęcić, by pracować dla nich.

Spojrzał na mężczyzn, którzy przybyli z kobietą. Najlepsi, którzy skończyli już oficjalną posługę przy Ojcu Świętym – gwardia szwajcarska i najemnicy szwajcarscy. Trafiali do nich najlepsi. On sam przez jakiś czas szkolił się z nimi, Berenice podobno też.
Brat Francesco martwił się listem dla ojca Matteo? Jeden głupi raport Berenice, a przytułek zostanie zamknięty i to tak cicho, że nikt nawet o nic nie zapyta. Watykańska agentura zajmowała się już dużo grubszymi sprawami.

- Możemy razem jechać na komisariat, zobaczyć, co z pana współpracowniczką – zaoferował się po chwili. Dalsza gadanina nie miała sensu. Chłopca trzeba było zabrać, a tą Arie, bo chyba takie imię padło wcześniej, wyciągnąć z łap Gottiego i koniec. Wszyscy troje byli agentami, chociaż on i Berenice zwykle mieli nieco inne zadania niż normalni agenci. Zresztą – po to zostali skierowani do pracy tutaj. Cesare to nie przeszkadzało. Wracał do swojego rodzinnego miasta, ale Berenice... Nie miał pojęcia, czemu tu przyjechała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathaniel Quayle

avatar

Zawód : Zabójca
Pochodzenie : NY, USA
Liczba postów : 26

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 9:00 pm

Przez ułamek sekundy zastanawiał się czy jest też tak stanowcza w łóżku. Teraz nie będzie mu dane się o tym przekonać, może w przyszłości? Kto tam wie. W sumie mogła być kimkolwiek, przechwalanie się kto jest wyższy stopniem w cale go nie kręciło. Nie podobało mu się za to jej groźby. W sumie winę za całe zamieszanie w pierwszej kolejności ponosiła Aria. To ona niejako zapoczątkowała lawinę zdarzeń. Milczał jednak, pewien że agentka gotowa jeszcze ją zamknąć.

- Dobrze widzieć, że w niektórych sprawach się zgadzamy. Mamy oczekiwać na nich jutro o siódmej przy magazynach dworcowych. Przyjedzie po niego pociąg z przystosowanym do jego potrzep wagonem. Do tego czasu musimy jednak go wzmocnić, aby dojechał do celu. – Przez chwilę zastanawiał się czy kobietę w ogóle interesowało co się stanie z ojcem Matteo lub bratem Francesco. Nie przejdzie bez echa. Zero współczucia. Chyba się zakochał. Z drugiej strony jej postawa zachęcała ludzi raczej do nie udzielania pomocy. Człowiek jest zwierzęciem pamiętliwym i taka sytuacja zniechęci człowieka do jej władz. To nie był jednak jego problem, stary kontynent widocznie rządził się swoimi dziwacznymi prawami. Zwrócił się do inspektora. - Powinniśmy pojechać po nią jak najszybciej.

Kiwnął głową w stronę zakonnika, szepnie dobre słowo swoim zwierzchnikom, może to nieco złagodzi sprawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Berenice Forgione

avatar

Wiek : 36
Zawód : Właścicielka restauracji Eterna Seduttrice
Pochodzenie : Mediolan
Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 9:36 pm

Wszyscy zeszli na dół przed kamienice. Berenice skinęła na pożegnanie inspektorowi, za to agentowi Quayle przyglądała się nieco dłużej, by w końcu wyciągnąć do niego dłoń i powiedzieć:
- W takim razie do zobaczenia rano. Przywieziemy chłopca, a panu życzę powodzenia ze swoją współpracowniczką.

Odeszła kierunku swoich aut, w jednym z nich właśnie umieszczono nosze. Jej ludzi wsiedli, więc i jej nie pozostało nic więcej, jak po prostu do nich dołączyć. Spod oka jednak obserwowała, jak Archiaco i agent szli w kierunku samochodu tego drugiego. W sumie całkiem w porządku gość. Musiało mu być ciężko na nowym miejscu, w nowych realiach, ale z drugiej strony, komu nie było? Kwestia tylko, jak szybko człowiek zdołał się przyzwyczaić.

Odwróciła się do zakonnika i gestem zaprosiła go do swojego Delage.
- To co ojcze, odwieźmy tego małego w bezpieczne miejsce, a potem razem spróbujemy obmyślić jakiś raport – powiedziała to bez cienia uśmiechu, ale jej głos zabrzmiał już nie tak stanowczo.
Po chwili trzy samochody odjechały spod kamienicy, niezauważone przez nikogo. Berenice skupiła się tylko i wyłącznie na prowadzeniu. Co prawda po drodze zgarnęli z prywatnego domu lekarza, które zwykle pomagał Forgione, a potem pielęgniarkę, ale były to jedyne stopy, na jakie mogli sobie pozwolić. Potem pojechali prosto do domu Berenice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathaniel Quayle

avatar

Zawód : Zabójca
Pochodzenie : NY, USA
Liczba postów : 26

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 10:45 pm

Starał się panować nad mimiką twarzy i nadać jej przyjazny wyraz, kiedy agentka podała mu dłoń. Chyba nawet sam nie wierząc sobie, że mógłby ją tylko uścisnąć. A planował krótko i oschle. Był przecież Amerykaninem, który preferował swobodny styl życia. A jednak to zrobił. Złożył na jej smukłej dłoni pożegnalny pocałunek. Kobieta miała niezwykłą władzę skoro zmusiła go do takich rzeczy. Nie mógł się doczekać do następnego spotkania.

Ruszył wraz z inspektorem do jego samochodu w pewnej chwili wręczył mu zabezpieczone wcześniej pociski. Choć nie wszystkie, już taki był, że wolał mieć asa w rękawie.

- Wydłubałem je z drzwi w pewnej kamienicy. Uznajmy to za akt mojej dobrej woli. Nikt nie posądzi cię o czegokolwiek tuszowanie. Muszę cię jednak ostrzec, Aria nie da ci spokoju, kiedy dowie się, że jeszcze nie zobaczy swojego małego pacjenta. – Nagle sobie przypomniał o czymś i odwrócił. Obiekt jego cichy westchnień właśnie opuszczał to miejsce. – Dzięki za dokształcające spotkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cesare Archiaco

avatar

Wiek : 41
Zawód : Inspektor policji
Pochodzenie : Anchor City
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Czw Gru 09, 2010 11:23 pm

Archiaco wziął podane dwa pociski, choć wiedział, że wystrzelił trzy. Widać obaj potrafili zabezpieczać się na przyszłość. Kiedy zaś agent Quayle obrócił się i spojrzał za odjeżdżającą właśnie Berenice, która sprawnie prowadziła Delage wąskimi uliczkami, powstrzymał lekki uśmiech, czując, że za chwilę pojawi się na jego ustach.
Berenice poznał i w sumie zaznajomił się z nią w Rzymie. Oboje byli tacy młodzi, ale na pewno nie głupi. Każdy miał sprecyzowany plan działania. Jego co prawda nie wypalił, a jej? Kto ją tam wiedział.

- Dzięki za nie – zamknął dłoń w pięść, a potem wsunął kule do kieszeni. Wyjrzał na pobliskie kamienice. Co za wieczór! A zaczął się tak normalnie. Nudno można by powiedzieć. Jedyne czego żałował to tego, że musiał zdradzić swoją tożsamość, choć tak naprawdę z Rzymem nie pracował już w tak dużym zakresie, jak kiedyś. Pozostawała Berenice, która będzie musiała się gęsto tłumaczyć, dlaczego wzięli w tym wszystkim udział. Miał tylko nadzieję, że nie straciła nic ze swojego wygadanego sposobu perswazji.

- Jedźmy już. Robi się późno – Cesare opadł na oparcie i dopiero teraz zorientował się, że nie ma dłoni na temblaku. Uniósł nieco ramię i dopiero wtedy dodał – Dla mnie ono też było dokształcające, więc również dzięki.
W końcu ruszyli w stronę głównego posterunku policji w mieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    Pią Gru 10, 2010 1:07 am

obserwowałem pilnie otoczenie a szczególnie twarze rozmówców od czasu do czasu udawało mi się odczytać ich zamiary bądź też uczucia towarzysząc im w danej sytuacji, po wysłuchaniu wszystkich rozmów, powoli wstałem po czy zeszliśmy wszyscy na duł do samochodów , kiedy znalazłem się sam na sam z paniom agent to, spokojnym ale zdecydowanym głosem odrzekłem.

- Owszem w takich okolicznościach pani jest moją zwierzchniczką chociaż się z tym nie zgadzam, tak naprawdę moim jedynym zwierzchnikiem jest sam Bóg.

Oparłem się wygodnie o siedzenie mówiąc dalej.

- Wiem wiem ale na ziemi zwierzchnikiem jest papież a potem cała reszta niektórych bałwochwalców, faryzeuszy, i judaszów, ostre słowa ale nie zgadzam się z politykom naszego kościoła, niestety niektórych ludzi się nie zmieni, mi jedynie zależy na bezpieczeństwie małego, sierocińca i osób w nim pracujących oraz, tej pani doktor bo ma dobre serce które potrafi dostrzec nie wonność ludzką oraz krzywdę bez żadnego zysku.

Spojrzałem się na agentkę mówiąc dalej.

- Mogę się spodziewać że po tym wszystkim na pewno pani przejrzy moje akta i się dowie co nieco, powiem tylko to że wszystkiego tam się nie wyczyta trzeba zajrzeć takiej osobie w głąb duszy i ujrzeć jej najskrytsze sekrety oraz koszmary w tedy pozna się człowieka na skroś, wie pani czemu mnie tu przydzielono tak naprawdę, w aktach będzie pisało co innego, a tak to za niesubordynacje wobec zwierzchników kościoła a nie zakonu .

Odwróciłem wzrok od kobiety spojrzałem za szybę.

- tak między nami jak na spowiedzi, co do tego amerykańskiego agenta niech pani go nie skreśla bo z mego punktu widzenia może wam i pani zwierzchnikom się jeszcze przydać nie tu i teraz ale w przyszłości kiedy wy będziecie musieli pracować w jego kraju a tacy ludzie się przydają no i .

zamilkłem na chwile po czym machnąłem rekom.

-no i zauważyłem że pani mu się podoba, tego nie było można dostrzec po twarzy i na pierwszy rzut oka ale jego oczy z czasem zdradziły się, moja taka mała kapłańska rada, powinna się pani z nim spotkać na kawie czy na drinku dla lepszego kontaktu oraz znajomości i zysków z tego płynących.

Po tych słowach zamilkłem wsłuchując się w dźwięk auta.

- Proszę mnie wysadzić przed kościołem bo mam jutro sporo spraw na głowie i chcę sprawdzić co u ojca Matteo, jak coś to spróbuję panią odszukać.

Po czasie dwa auta się zatrzymały przy kościele, zanim wyszedłem pobłogosławiłem agentkę nakreślając na jej czole znak krzyża mówiąc.

-Błogosławiony jesteś Panie i cała ziemia oraz jej mieszkańcy niech, strzeże cię Duch Święty i Syn Boży.

Po tych słowach wyszedłem z samochodu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cesare Archiaco    

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Cesare Archiaco
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Anchor City :: Obrzeża miasta :: Kaminica, via Cortigiano-
Skocz do: