Lata 30 XX wieku, Włochy... Rozwój kina, motoryzacji i mody. Wybuch kobiecego seksapilu... A to wszystko w otoczce akcji rodem z Ojca Chrzestnego... Zapraszamy do rejestracji!
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ulica

Go down 
AutorWiadomość
Oliver Bung
Admin
avatar

Wiek : 32
Zawód : Malarz
Pochodzenie : Sallvy, Włochy
Liczba postów : 168

PisanieTemat: Ulica   Nie Lis 14, 2010 1:44 am


___________________________________________
Oliver Bung
Wiek: 24
Malarz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sincityworld.forumpolish.com
Cesare Archiaco

avatar

Wiek : 40
Zawód : Inspektor policji
Pochodzenie : Anchor City
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Re: Ulica   Pon Lis 29, 2010 12:51 am

W tych uliczkach, które sprawiały wrażenie ciemnych nawet przed południem, gdzie budynki wybudowano niemal jeden na drugim, gdzie ludzie pośpiesznie przemykali pod ścianami, zajechał nieco już wysłużony samochód. Wysiadło z niego dwóch ciemnowłosych mężczyzn, każdy trzymając w dłoni broń. Trzeci sprawnie wycofał auto, zaparkował, a potem natychmiast do nich dołączył.
Rozpryśli się na boki, ubezpieczając się nawzajem. W jednym z budynków dały się słyszeć odgłosy strzelaniny, więc postanowili wejść przez inny, który bezpośrednio przylegał do tamtego. Już byli niemal przy wejściu, kiedy drzwi otworzyły się gwałtownie i wypadł z nich raczej młody mężczyzna, trzymający w dłoni pistolet maszynowy. Jeśli zaskoczył go widok policjantów, to opanował się w mgnieniu oka i natychmiast otworzył ogień. Serię wystrzałów zabrzmiały tak ostro i donośnie, że kilku mieszkańców, pochowanych bezpiecznie w tych pseudo domach, krzyknęło.

Silvio schował się do jakiejś niszy w przejściu, jego kumpel skoczył za kolumnę, która przyjęła na siebie kulę, a Cesare ukrył się za rogiem budynku. Tylko on nie został chyba w porę zauważony, więc skinął na chłopaków, by jeden z nich ściągnął na siebie uwagę, a drugi osłaniał.
Sam musiał się całkiem odsłonić, by przymierzyć i oddać strzał, ale wtedy napastnik jakimś cudem go dostrzegł i jedną serię puścił w jego kierunku. Cesare upadł na ziemię, częściowo będąc skrytym za kontenerem, ale i tak kilka kul świsnęła mu koło głowy, a jedna musnęła go po ramieniu. Syknął i spojrzał na rozdarty materiał. Po chwili poczuł ciepłą strużkę. Krew. Jednak go postrzelił!
- #@** - zaklął tak szpetnie, że sam nie wierzył, że te słowa przeszły mu przez gardło.
A facet schował się na powrót do budynku.

- Nic ci nie jest? – przypadł do niego Emilio.
- Cholera, przecież może celować z okien – Cesare warknął i podniósł się, tłumiąc jęk. Ból w ramieniu rwał jak cholera. – Ucieknie dachem. Kamienice są połączone.
We dwóch podbiegli do drzwi, za którymi przez chwilą zniknął facet. Silvio, który już do nich dołączył wyważył je nogą i ostrożnie... W sumie to wskoczyli do środka, ale było to bardzo kontrolowane i ostrożne wejście do tego ciemnego pomieszczenia, gdzie okna od strony podwórza były zabite deskami. Nikogo tu nie było.
- Zwiał na górę – Silvio wskazał na schody i cała trójka weszła najpierw na piętro, ale i tu zastali tylko pustkę. Nagle usłyszeli jakiś głuchy tupot nóg i skrzypienie zawiasów. Cesare podniósł sugestywnie sufit.
- Właz na dach – zupełnie zapomniał, że spod kurtki spływają mu drobne stróżki krwi. Liczył się tylko ten gość, który do nich strzelał.
- Gdzie są pozostali? – Emilio wkurzał się, ładując kolejne naboje do bębenka.
- Tam gdzie główna strzelanina, czyli jakieś trzy domy dalej.

Skuleni, zachowując maksymalne skupienie. Przeszli kolejne piętro, gdzie od razu zobaczyli rozłożone schodki, ale zamknięty właz.
- A to skurw... – Silvio skrzywił się, co nadało jego twarzy mało przyjemny wyraz. Wymierzył i oddał strzał. Dał się usłyszeć metaliczny dźwięk. Kłódka puściła.
Najpierw na schodki wspiął się Emilio. Cesare coraz bardziej bolało ramię, więc nie pchał się na początek, bo mógł spartolić robotę. Zresztą jedna myśl cały czas tłukła mu się nieprzerwanie po głowie, ale teraz musiał skupić się na zupełnie czymś innym.

- Jest na gzymsie – usłyszeli, więc wyszli na dach. Facet nie był dokładnie na gzymsie, a raczej na bardzo wąskim, wysokim murku, który oddzielał jedno podwórko od drugiego.
- Ha! Mamy go.
- Nie strzelaj – Cesare prawie wyszeptał. – Spadnie. Dorwiemy go, jak...
I w tym momencie dał się pojedynczy wystrzał. Odwrócili się w kierunku, z którego dobiegł i zobaczyli policjanta, który stał na innej kamienicy. Nie mieli pojęcia, gdzie dostał uciekający mężczyzna, ale zachwiał się i spadł z murku. Emilio i Cesare dopadli do brzegu dachu i spojrzeli w dół. To nie była wielka wysokość, ale od razu zrozumieli, że gość nie żyje. Leżał jakoś tak dziwnie z nienaturalnie wykręconą głową.
- Cholera! Właśnie straciliśmy jedynego świadka – jęknął Cesare i niemal z złością spojrzał na policjanta, który strzelał. Ten oddał mu niechętne spojrzenie i wzruszył ramionami.
- Ranił dwóch policjantów, a właściwie trzech – cmoknął i wskazał głową na rękę Archiaco, po której spływało kilka stróżek krwi.

Nagle zaroiło się od innych policjantów, pojawiło się kilka innych samochodów, zza jednego budynku wyjechała karetka. Cesare zmrużył oczy i ruszył lekko ramieniem, które piekło go coraz bardziej. Po chwili pojawił kolejny ambulans. Cholera, jak trzeba, to nikogo nie uświadczysz.
- Ciężko? – zapytał, mając na myśli swoich kolegów.
- Jednego kula drasnęła po żebrach, drugi dostał w dłoń – mężczyzna wyjaśnił ponurym głosem. O rannych policjantach zawsze mówiło się niechętnie. – Ty też jedź do szpitala.

Ich czwórka zeszła na dół, dołączyć do pozostałych funkcjonariuszy. Cesrae podszedł do leżącego trupa. Przez chwilę przyglądał mu się z uwagą, jego zakrwawionej twarzy i dłoniom, które wyglądały na połamane. Wreszcie przeniósł wzrok na pistolet maszynowy, z którego strzelał martwy i pokręcił głową. Coś się tu nie zgadzało.
Cesare usunął się w końcu, robiąc miejsce dla speców, którzy mieli zająć się ciałem i zabezpieczyć wszystkie dowody.
- Wiadomo coś o tej strzelaninie? – Archiaco zapytał Silvio.
- Na pewno nie wywołali ją nasi.
Cesare zdusił kpiarski uśmiech. No tak. Policja mało kiedy cokolwiek robiła w tej części miasta, więc mógł się spodziewać takiej informacji.
- A poza tym?
- Podobno to jakieś porachunki. I podobno człowiek, na którego zrobili tą zasadzkę, przeżył.
Archiaco spojrzał na niego tak zbity z tropu, że z pewnością nie miał teraz zbyt inteligentnej miny.
- Zawieźli go do szpitala?
- Tego nie wiem, ale ciebie mógłby obejrzeć jakiś lekarz.
- Jedziemy do szpitala – zakomenderował Cesare. Może tam uda mu się czegoś dowiedzieć? Poza tym ręka bolała go coraz bardziej i choć bardzo się starał, coraz gorzej wychodziło mu udawanie, że nic mu nie jest, a rana nie robi na nim żadnego wrażenia.
Ruszyli w kierunku samochodu, po drodze zgarniając Emilio. Nic tu po nich. Spaprali sprawę i koniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Ulica
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Anchor City :: Włoska dzielnica :: Ciemne uliczki-
Skocz do: