Lata 30 XX wieku, Włochy... Rozwój kina, motoryzacji i mody. Wybuch kobiecego seksapilu... A to wszystko w otoczce akcji rodem z Ojca Chrzestnego... Zapraszamy do rejestracji!
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabinet właściciela lokalu

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Oliver Bung
Admin
avatar

Wiek : 32
Zawód : Malarz
Pochodzenie : Sallvy, Włochy
Liczba postów : 168

PisanieTemat: Gabinet właściciela lokalu   Sob Lis 13, 2010 3:22 pm

Gabinet znajduje się na drugim piętrze klubu. Wstęp mają tu tylko członkowie mafii.
Obecnym właścicielem lokalu jest Gianpietro Bartelletti.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sincityworld.forumpolish.com
Quattrone

avatar

Wiek : 43
Zawód : brak; powszechnie wiadomo, że człowiek mafii
Pochodzenie : miasteczko blisko Anchor City
Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Czw Lis 18, 2010 11:30 pm

Quattrone wszedł do lokalu, przywitał się z co niektórymi osobami, paru skinął jedynie głową, a pozostałych obdarzył przelotnym spojrzeniem. Takie panowały tu zasady, musiałeś pozdrowić wszystkich, ale w takim stopniu, na jaki pozwalała ich... powiedzmy ranga.
- Szef u siebie? – zapytał mrukliwie elegancko ubranego mężczyzny, który z pewnością miał ukrytą gdzieś pod marynarką Berette albo coś równie skutecznego. Siłę w mafii stanowił fakt, że jej członkowie swoim wyglądem mogli zmylić każdego.
- Tak – otrzymał krótką odpowiedź. Mężczyzna stojący przed drzwiami gabinetu zacisnął mocniej usta i w końcu zapytał – Co tam? Nie wyszło w Reggio? Po raz kolejny?

Zabrzmiało to jak stwierdzenie, w dodatku złośliwe i mało przyjemne, prostackie i zbyt dumne, wiec Quattrone niewiele się zastanawiając, zamachnął się i wyprowadził szybki lewy prosty, z którego kiedyś słynął na ringu. Wielce zadowolony patrzył, jak ten elegancki wypłosz zatoczył się i mimo usilnych prób pozostania na nogach, upadł z głośnym łomotem na podłogę.

Natychmiast zbiegli się inni, niektóry śmiali się pod nosem, inni cmokali niezadowoleni, że w klubie robiono takie burdy i to kto!? Członkowie mafii leją się między sobą.
Nie padła żadna uwaga, bo z gabinetu wyszedł Bartelletti i obrzucił wszystkich szybkim spojrzeniem. Z jego twarzy nie dało się niczego wyczytać. Na koniec mężczyzna utkwił uważne spojrzenie w Quattrone, który właśnie pocierał kostki. Były bokser w końcu wyciągnął dłoń i pomógł wstać leżącemu.

- Nic się nie stało – mruknął pobity i otarł zakrwawiony nos.
- Przyłóż lód – poradził Quattrone i odkaszlnął, przestępując z nogi na nogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Czw Lis 18, 2010 11:39 pm

Uzupełniał właśnie podpisy na formularzach podatkowych kiedy usłyszał jakieś niepokojące odgłosy dobiegające zza drzwi. Bartelletti podniósł wzrok znad formularzy i spojrzał na swojego księgowego siedzącego po przeciwnej stronie biurka. Mężczyzna wyglądał na zaniepokojonego. Widocznie przestraszył się odgłosów bójki. Przekręcił się tylko na krześle i spuścił wzrok na podłogę udając, że nic się nie dzieje.

Gianpietro pokręcił lekko głową i wstał z krzesła. Podszedł do drzwi i otworzył je pewnym ruchem.
- Co tu się dzieje? - Zapytał ze spokojem w głosie. Nie lubił kiedy członkowie mafii bili się między sobą. W końcu tworzyli wielką rodzinę, a w rodzinie nie powinno być niejasności oraz wzajemnych ataków.

Mężczyzna zmierzył obu uczestników "bójki" pouczającym spojrzeniem i w końcu zatrzymał wzrok na Quattrone.
- Wejdź - powiedział otwierając szerzej drzwi, aby mężczyzna mógł spokojnie przejść.
- A Ty doprowadź się do porządku - rzucił do drugiego z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quattrone

avatar

Wiek : 43
Zawód : brak; powszechnie wiadomo, że człowiek mafii
Pochodzenie : miasteczko blisko Anchor City
Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Pią Lis 19, 2010 12:00 am

Wszedł za Bartellettim do gabinetu i już od progu zrobił tak zaciętą minę, jak rzadko kiedy. Zwiesił głowę, jak uczniak, który coś przeskrobał, w sumie nic niewielkiego i w sumie wcale nie było mu wstyd, tylko chciał mieć już wszystko za sobą – naganę czy karę, było mu wszystko jedno. Bardziej martwił się tym Reggio, które przez ostatnie tygodnie nie dawało mu spać, a on bardzo sobie cenił udany odpoczynek.
Quattrone najpierw zerknął na księgowego, który rzucił mu nieco zastrachane spojrzenie, a potem przeniósł wzrok na Bartellettiego.

Usiadł za biurkiem na fotelu, zaraz po tym, jak wskazał mu go szef i rozłożył szeroko dłonie.
- Przepraszam za tamto. Zwykle nie jestem taki nerwowy, ale mógł sobie darować te swoje wielce finezyjne uwagi, które nie wiem, czemu miały służyć? Na pewno nie polepszeniu sytuacji – machnął dłonią, jakby nie chciał się dłużej rozwodzić nad tym tematem i założył ręce na piersi. – Przyszła dostawa z Reggio i połowa jest prawie do wyrzucenia.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że mafia zainwestowała, nie to było złe określenie... Współpracowała z tą z Nowego Jorku i tylko dzięki wspólnym wysiłkom wszystkich rodzin w Anchor udało się dokonać transakcji i zorganizować przerzut karabinów Thomsona. I nagle w Reggio mają problemy z ich przejęciem. Nieoczekiwane naloty policji, mocniejsza kontrola celna, jakieś wewnętrzne porachunki, przepychanki mafijne, z którymi nie mogli sobie dać ponoć rady w Reggio. Wszystko śmierdziało na odległość, był niemal pewien, że kręcą tam interesy na boku i po prostu oszukują.
Powoli i metodycznie przedstawił sprawę, z którą przyszedł, a na koniec odwrócił głowę i powiedział już bardziej do księgowego niż do szefa.
- Jutro dostanę spis tego, co otrzymaliśmy i będzie mógł pan to porównać z przekazanymi mi funduszami. Już teraz mogę zapewnić, że będzie sporo niezgodności – znów spojrzał na szefa. Bartelletti był od niego młodszy, ale charyzmą i zdolnościami przywódczymi przewyższał ich wszystkich razem wziętych. – Tym razem zasłonili się trudnościami w odbiorze ładunku. Podobna trap się zawalił i kilka skrzyń wpadło do morza. Mają na to świadków. W każdym bądź razie sporo straciliśmy.

Dla Quattrone było to szczególnie nieprzyjemne, bo zajmował zaszczytną funkcję osoby, która zajmowała się zaopatrywaniem mafii w broń, a tu kolejne fiasko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Pią Lis 19, 2010 7:53 pm

Gianpietro zajął miejsce w fotelu zerkając to na Quattrone, to na księgowego, który widocznie nie czuł się tu dobrze. Widać było, że chłopak jest trochę przestraszony, w końcu pracował u Bartellettiego od niedawna. Został zatrudniony zaraz po tym jak ciało ostatniego księgowego znaleziono w jeziorze za miastem.

Bartelletti wysłuchał słów mężczyzny odnośnie bójki. Nigdy nie popierał stosowania przemocy, zwłaszcza wśród członków rodziny. Uważał, że takie zachowania mogą doprowadzić jedynie do rozpadu mafii, i co gorsza do podzielenia jej na kilka podgrup walczących między sobą.
Nie odpowiedział jednak nic na jego "tłumaczenia". Nie to obchodziło go teraz najbardziej.
Kiedy mężczyzna przeszedł do ostatniej dostawy Bartelletti przyłożył mimowolnie dłoń do ust i przymrużył oczy. Mimo, iż wyglądał jakby myślami był zupełnie gdzie indziej, to wysłuchał słów mężczyzny z niezwykłą czujnością i skupieniem. Musiał wyłapać każde słowo, każdą informację, aby podjąć właściwą decyzję...
- Skoro mają na to świadków... Powiedz mi Quattrone, co ty o tym myślisz? - Zapytał wprost mężczyznę patrząc mu prosto w oczy.
- Jeżeli im wierzyć, to nie ma ich za co winić. Ostatnio policja wzięła się do roboty, a agenci... Wiadomo jacy oni są. Tak więc może po prostu zapomnieć o sprawie i dać im jeszcze jedną szansę. Lepiej mieć w nich przyjaciół, nie wrogów. - Gianpietro uśmiechnął się lekko.

Ostatnio nawet on nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Mafia już nie wyglądała jak kiedyś. Nie tworzyła jednej, zgranej rodziny. Powstały grupy, które nie koniecznie za sobą przepadały. Zdarzało się też, że jedni kopali dołki pod drugimi, oszukiwali i donosili na siebie wzajemnie.
Obecnie najlepiej było mieć przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Nie wolno było mu dopuścić, aby komuś udało się rozbić rodzinę. W grupie mają szansę coś osiągnąć... W pojedynkę tylko zmarnują swój czas na niepotrzebne kłótnie i bójki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quattrone

avatar

Wiek : 43
Zawód : brak; powszechnie wiadomo, że człowiek mafii
Pochodzenie : miasteczko blisko Anchor City
Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Pią Lis 19, 2010 11:37 pm

Quattrone wysłuchał w absolutnym milczeniu słów swojego zwierzchnika, a potem potarł w zamyśleniu szczękę. Odrastająca szczecina drażniła go coraz bardziej, a on już drugi dzień z kolei nie zdążył się ogolić. Szczere mówiąc, był wdzięczny, że szef nie wspominał nic o bójce, przynajmniej na razie, bo to że milczał w tej kwestii nie oznaczało, że o niej nie myślał.

Opadł na oparcie i przez chwilę wpatrywał się w sufit, w końcu nabrał powietrza w płuca i rzekł nieco grobowym tonem, zupełnie do niego niepasującym.
- Przyznaję, że ostatnio jest nieco więcej trudności niż zwykle, ale aż tak wzmożone działanie wszystkich? Policji i celników? – odsapnął. Nie chciało mu się w to wierzyć. Świadków też można było znaleźć i zapłacić im, by odgrywali „wiarygodnych świadków”. – Jak dla mnie to wszystko jest ukartowane i nie mam pojęcia, ile osób w tym siedzi, ale dostatecznie dużo, byśmy sądzili, że to wszystko to zbieg okoliczności.

Mężczyzna kiwnął głową, jakby sam przyznawał sobie rację i mówił dalej.
- Planowałem sam pojechać do Reggio z Lipo i paroma chłopkami, obaczyć, jak to wygląda. Oczywiście, nie zamierzałem nikogo o tej wizycie informować w Reggio, ale ostatecznie wysłałem wiadomość... I co? Okazało się, że do Anchor przyjechali Bruzzini i DeCicco – Quattrone wstał z fotela dość nieoczekiwanie i księgowy na powrót struchlał. Biedny, młody chłopaczyna. Uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, a potem spojrzał na Bartellettiego. – Jestem pewien, że się obawiali naszego węszenia w Reggio. Przyjechali, żeby zorientować się, co wiemy.

Założył ręce na piersi, materiał naciągnął się na pokaźnych mięśniach, podkreślając tym samym jego atletyczną sylwetkę. Może i zrezygnował z boksu, ale zachował wygląd zawodnika.
- Myślę, że powinniśmy się z nimi spotkać i porozmawiać, nie zdradzając przy tym naszych podejrzeń. Ale żeby się ubezpieczyć i przygotować, trzeba ich wyczuć, dlatego pozwoliłem sobie poprosić o pomoc panią Forgione. Zgodziła się poinformować nasz o wszystkim, co uda się jej dowiedzieć. Bruzzini i DeCicco mają przyjść do Eterny, więc... – zawiesił głos i umilkł zupełnie. Obaj nie potrzebowali dalszych wyjaśnień, doskonale wiedzieli, jak Berenice zdobywa informacje. Nie pierwszy raz korzystali z jej „pomocy”. Trochę było mu nie w smak, że wciąga w to postronną osobę, w dodatku kobietę, ale przecież wiedział, że nie robiła tego z sympatii do mafii. Sama prowadziła te swoje małe gierki.

Quattrone utkwił spojrzenie w swoim szefie, czekając na jego decyzję.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Pon Lis 22, 2010 4:55 pm

Bartelletti skupił wzrok na jakimś nieokreślonym punkcie znajdującym się na biurku. Wysłuchał słów mężczyzny w spokoju i do piero kiedy ten skończył mówić Gianpietro poprawił się na krzesle i spojrzał na Quattrone usmiechając się przy tym lekko.
- Masz rację. To dobra decyzja... Zastanawia mnie tylko jedno. Czemu oni zacz eli ta grę? I włąściwie w co chcą się bawić? Jak do tej pory wszytsko odbywa ło się spokojnie, bez żadnych ceregieli... - Bartelletti znów uległ chwilowemu zamysleniu.

Gainpietro pomyslał o pani Forgione i o jej nowej "misji".
- Myślisz, że to dobry pomysł mieszać w to właścicielkę restauracji? - Spytał a z jego tonu głosu dało się wyczuć, że zrobił to z powodu zmartwienia.

- Nie ma się co dziwić, że agenci nas tak przesladują. Podobno władze w mieście ma objąć nowy burmistrz, a jego zaś przysłano aż z Rzumu. Wiesz co to może oznaczać? - Spytał unosząc lekko jedną brew ku górze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quattrone

avatar

Wiek : 43
Zawód : brak; powszechnie wiadomo, że człowiek mafii
Pochodzenie : miasteczko blisko Anchor City
Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Wto Lis 23, 2010 3:00 pm

Quattrone zwykle wstrzymywał się wyrażaniem własnych opinii. Jego zdanie nie było najważniejsze, ale skoro Bartelletti pytał, nie mógł nie odpowiedzieć. Położył ręce na oparciu fotela i odpowiedział, starając się przy tym, by brzmiało to naprawdę poważnie. I on z niepokojem przyglądała się temu, co ostatnio działo się w samej mafii.

- Myślę, że powoli robi się w mafii mała klika nowych osób o innej wizji działania, a może i zapędach przywódczych. Skoro zaczyna się to już w Anchor, nic dziwnego, że w Reggio jest podobnie. Przecież niemożliwe, żeby dogadali się z naszymi dostawcami zza oceanu? – pokręcił głową, wypuszczając głośno powietrze z płuc. Przeciągnął dłonią po włosach i dało się zauważyć, że był to raczej gest zmęczenia niż zniechęcenia.
- Natomiast o nowym burmistrzu nie słyszałem... Zaskoczyła mnie ta wiadomość – przyznał szczerze. Nigdy nie lubił zgrywać puszącego się ważniaka, który wie o wszystkim, co wydarzyło się w mieście. – Może ci z Rzymu, też wywęszyli, że robi się u nas nieciekawa sytuacja i stąd ich nowy człowiek? Swoją drogą, trzeba się dowiedzieć, kto to taki? – mruknął już bardziej do siebie.

Umilkł na krótką chwilę i uśmiechnął się przelotnie.
- A właścicielkę Eterny będę miał na oku i dopilnuje, żeby nie spotkały ją żadne nieprzyjemności – zapewnił już znacznie cichszym głosem, marszcząc przy tym brwi. Czy mu się zdawało, czy słyszał w głosie Bartellettiego niepokój? Ostatecznie mogli wymyślić inny sposób na uzyskanie potrzebnych dla siebie informacji, tyle, że mieli mało czasu. – Dam znać, jak pani Forgione odezwie się do mnie. Chyba, że szef sam chce z nią porozmawiać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Pią Lis 26, 2010 8:35 pm

- Nie, nie. - Gianpietro machnął lekko dłonią gestykulując i spojrzał na Quattrone'go.
- Ufam i tobie i jej, tak więc nie widzę takiej potrzeby. - Posłał mu lekki uśmiech i przeniósł wzrok na księgowego, który zerkał to na jednego, to na drugiego mężczyznę z niepokojem.
- Proszę sobie nie przeszkadzać. Faktury podatkowe wbrew pozorom mogą pouciekać... - Rzucił w kierunku młodego mężczyzny i po chwili wstał z fotela.

Przeszedł biurko dookoła i przystanął przy niewielkiej szafce na której stało radio i jakaś skrzynka.
- Obawiam się Quattrone, że nadszedł czas, w którym to mafia stała się najgorszym wrogiem dla siebie samej. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i mieć się na baczności. Najgorsze... - mężczyzna spuścił lekko głowę - najgorsze jest to, że nie wiadomo, kto jest po Twojej sotnie, a kto zaraz wsadzi Ci nóż w plecy.

Bartelletti należał do tych ludzi, którzy w mafii widzieli nie tylko grupę przestępczą, ale zorganizowaną, dobrze dogadującą się rodzinę, która kieruje się jakimiś zasadami. Cenił sobie ludzi honorowych, inteligentnych i stonowanych.
- Obawiam się, że będziemy musieli zrobić porządki zanim w mieście zapanuje całkowity chaos... Jednak taka rozmowa nie jest na teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quattrone

avatar

Wiek : 43
Zawód : brak; powszechnie wiadomo, że człowiek mafii
Pochodzenie : miasteczko blisko Anchor City
Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Pon Lis 29, 2010 5:05 pm

Słuchał w milczeniu, a kiedy głos Bartellettiego ucichł, westchnął ciężko i wolno kiwnął głową. Dobrze rozumiał swojego szefa. On też cenił sobie przynależność do mafii i chciał, żeby na zawsze pozostała taka, jak na samym początku, kiedy do niej dołączył. Ale wszystko się zmieniało i mafia też podlegała tym zmianom. Najważniejsze, by zapobiec podziałom, których było coraz więcej, a policja i agenci nie spali. Ostatnio dochodziło do ciągłych spięć. I jeszcze ta sprawa z Reggio.

- Postaram się uczulić moich chłopaków, żeby mieli oczy otwarte na to, co się dzieje w mieście. Każda wiadomość, nawet najmniej istotna, trafi do szefa – zapewnił i sięgnął po marynarkę. Chciał jeszcze zapytać o tego potencjalnego nowego burmistrza, ale skoro Bartelletti nic nie mówił, widocznie tak musiało być. A sam Quattrone nie należał do osób, które wychylają się z niepotrzebnymi pytaniami.
Skinął szefowi, a potem młodemu księgowemu, który wyglądał tak, jakby miał zaraz zemdleć i opuścił gabinet. Zamknął cicho drzwi i stanął tuż przed gościem, którego zapoznał kilkanaście minut temu z siłą swoich pięści i mruknął do niego jakieś słowa pożegnania, uśmiechając się przy tym nieco złośliwie. Tamten w odpowiedzi uderzył go żartobliwie w ramię, ale na Quattrone nie zrobiło to większego wrażenia.

Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że ostatecznie mógłby się czegoś napić i popatrzeć na jakieś ładne babeczki, ale w końcu wyszedł z lokalu. Swoją drogą takie miejsca były kopalnią wiedzy. Jeśli nie on, to przynajmniej któregoś z chłopaków mógłby tu regularnie podsyłać. Podobnie mogłaby robić Hendrickje w swoim kasynie. Nic tak ludziom nie rozwiązuje języków, jak dobra rozrywka i jeszcze lepszy alkohol. W sumie, co mu szkodziło zajrzeć do Ascolta il Diavolo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hendrickje van der Helst

avatar

Wiek : 37
Pochodzenie : Haga
Liczba postów : 32

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Sob Gru 04, 2010 11:25 pm

Ostatnimi czasy Hendrickje odnosiła niemiłe wrażenie, iż dała się wciągnąć w rutynę; kursowała od kasyna, do domu, załatwiała najróżniejsze sprawy i głównie wyciągała pieniądze od kogo tylko się dało.
Poza tym nic raczej nie robiła, zaś otoczenie jej interesu wydało się zbyt... spokojne. Nie tego oczekiwała, nie po ostrzeżeniach panny Felice i Bartellettiego.

Dlatego też, gdy pozwoliła sobie na chwilę zaniedbania rozkładu czynności, jakie powinna była wykonywać, odwiedziła "Czerwonego Flaminga". Żałowała, iż nie jest to wizyta w celach rozrywkowych, ponieważ ciekawa była, co porabia "jej" Giada, z którą przecież miała się spotkać, w bliżej nie sprecyzowanych okolicznościach.
Ale to innym razem. Hendrickje już dawno temu wykształciła w sobie odczucie, iż wpierw idą obowiązki. A potem przyjemności.

Nie ruszyła do głównej sali, mimo wielkiej ochoty (tu już nawet nie chodziło o Giadę; z ogromną przyjemnością wychyliłaby spokojnie lampkę wina), lecz udała się prosto na drugie piętro, do gabinetu Bartellettiego, witając po drodze kilku mężczyzn, których znała z Famiglii.
Przed zapukania do drzwi, upewniła się, iż ma w kieszeni marynarki papierosy i zapałki. Niewątpliwie, będą jej one potrzebne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Sob Gru 04, 2010 11:36 pm

Gianpietro siedział sam w swoim gabinecie czytając najnowsze wydanie gazety Anchor City. Ta ostatnia strzelanina... Mimo, iż Bartelletti był donem familii to nie miał pojęcia kto za tym stał. Czyżby ktoś z nowej? A może to jakiś kolejny ruch szybkich zmian?
W każdym razie temu mężczyźnie się to nie podobało...

Nagle do jego uszu dobiegło pukanie do drzwi. Gianpietro złożył gazetę i dołożył ją na biurko.
- Proszę - Krzyknął i wstał z fotela, aby przywitać gościa. Zanim drzwi zdążyły się uchylić mężczyzna już stał na przeciwko nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hendrickje van der Helst

avatar

Wiek : 37
Pochodzenie : Haga
Liczba postów : 32

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Sob Gru 04, 2010 11:46 pm

"Proszę"
Jak bardzo Hendrickje nie znosiła, kiedy ktoś nie otwierał drzwi, tylko zapraszał do środka, krzycząc. Nacisnęła klamkę i weszła do środka, zaś niedaleko drzwi ujrzała Gianpietro.
- Witam - rzekła. - Mam nadzieję, że nie jesteś zajęty.

Rozejrzała się po gabinecie; lubiła przebywać w tym pomieszczeniu, było takie... przyjemne, tutaj zawsze miała wrażenie, że wszelkie problemy, z jakimi się borykała, chwilowo unoszą się gdzieś w eter.
Zresztą, nieistotne.

- Jak się miewają nasze sprawy? - zapytała, od razu przechodząc do sedna. Nie lubiła długich, niepotrzebnych wstępów. - Nie informowałeś mnie o niczym, ostatnimi czasy, czyżby działo się coś, o czym nie powinnam wiedzieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 12:00 am

Kiedy ujrzał Hendrickje zdziwił się lekko. Nie spodziewał się bowiem, że ujrzy ją jeszcze w swoim gabinecie. ostatnimi czasy w ogóle mało ją widywał, a kiedy chciał to uczynić musiał wybrać się do jej kasyna bo van der Helst rzadko kiedy ostatnio je opuszczała.
- Witaj Hendrickje - powiedział zapraszając ją gestem dłoni do środka. Zamknął drzwi za kobietą po czym podszedł do swojego biurka.

- Siadaj proszę - wskazał dłonią na fotel. Jak zwykle za tą kobietą szło dużo pytań tak więc Bartelletti wiedział już to sto spotkanie chwilę potrwa.
- Wszystko idzie w porządku, nie musisz się martwić. Moi ludzie wiedzą już co i jak czekają tylko na Twój znak... - Powiedział podchodząc do barku.
- Napijesz się czegoś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hendrickje van der Helst

avatar

Wiek : 37
Pochodzenie : Haga
Liczba postów : 32

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 12:08 am

Bartelletti był konkretny, Hendrickje ogromnie ceniła tę cechę w ludziach.
Usiadła na fotelu, który wskazał i niemal od razu wyciągnęła papierosy i zapałki z kieszeni. Zapaliła jednego.
- Zorganizowałam odpowiednie fundusze - van der Helst posłała w stronę mężczyzny słaby uśmiech. Postukała palcami o podłokietnik fotela. - Myślę, że jak na razie, wszystko jest w porządku. A przynajmniej moja działka.
Zauważyła na biurku leżącą gazetę.
- Wydarzyło się ostatnio coś ciekawego? - zapytała, kiwnąwszy głową w jej stronę. - Długo nie czytałam gazet...

- Wino, jakbyś mógł -powiedziała i zaciągnęła się papierosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 12:16 am

Gianpietro wyjął z barku wino oraz dwa kieliszki. Rozlał do nich trunek i jedno z naczyń podał kobiecie. Mężczyzna obszedł biurko siadając na swoim miejscu. Przeniósł spojrzenie na gazetę i westchnął lekko.
- Nie słyszałaś o strzelaninie we włoskiej dzielnicy? - Spytał. W końcu nie trzeba czytać gazet, aby słyszeć o takich wydarzeniach, ale ostatnio nawet Bartelletti zasiedział się w swoim gabinecie porządkując legalne sprawy z księgowym.
- Planowali kogoś zabić ale się im nie udało - dodał po chwili i napił się czerwonego wina.

Gianpietro spojrzał na kobietę mrużąc oczy.
- Wiesz, myślę, że możemy przyśpieszyć wyjazd Gesspucciego. Co powiesz na jutrzejszy wieczór? Im wcześniej się go pozbędziemy tym będzie dla nas lepiej. Nie wiadomo, może współpracuje z agentami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hendrickje van der Helst

avatar

Wiek : 37
Pochodzenie : Haga
Liczba postów : 32

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 12:29 am

- Nawet nie masz pojęcia, czym ja się ostatnio zajmuję - mruknęła, przyjmując od mężczyzny kieliszek i dziękując mu skinieniem głowy. Tak, wczoraj nawet pomyślała sobie, iż sama stała się sekretarką we własnym kasynie. - Ale może o czymś słyszałam... no nic, nieważne. Pewnie się domyślasz, Bartelletti, że nie przyszłam do Ciebie na plotki.

- Tak, masz rację - odparła jakby w lekkim zamyśleniu. - Ale to Ty tutaj decydujesz, ja się ze swojej powinności wywiązałam, o czym informuję Cię z ogromną radością - uśmiechnęła się zupełnie szczerze, jakby parę łyków porządnego wina dodało jej... odwagi? uprzejmości? - Jutro wszystko będzie gotowe... i perfekcyjne, chociaż własną głową za to nie zaręczę.
Obróciła kieliszek w dłoniach.
- Wspominałam Ci, że masz tu naprawdę doskonałe wino? I nie tylko wino, tancerki też - rzuciła mu ironiczny uśmiech. - Dbasz o renomę, nie mogę Ci tego odmówić. Jak tak dalej pójdzie, to zaczniesz odbierać mi moich klientów, Gianpietro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 1:15 am

Bartelletti uniósł lekko kieliszek w winem i zakręcił nim lekko, tak że krwista substancja zaczęła pływać wokoło tworząc mały wir. Mężczyzna wpatrywał się chwilę w wino po czym przeniósł spojrzenie na kobietę.
- Tak, to będzie najlepsze rozwiązanie. Gesspucci wyjedzie jutro wieczorem, moi ludzie zaraz za nim. Dorwą go za miastem, potem zatuszują ślady. I tak jak już mówiłę nikt nie będzie za nim płakał. Myślę, że nawet policja przymknie oko na jego zniknięcie, w końcu jednego mafiozy mniej. A agenci... Moja w tym głowa by się nie dowiedzieli... - Przymrużył oczy i odstawił kielich na biurko.

Gianpietro poprawił się w fotelu i wbił oczy w kobietę.
- Czy to są jakieś zarzuty Hendrickje? - zapytał uśmiechając się lekko.
- Myślę, że Twoje kasyno przetrwa nawet najgorsze chwilę w Anchor City, i dobrze wiesz dlaczego. - Tak, Casino Ascolta il Diavolo nie tylko było odwiedzane przez miłośników hazardu, alkoholu czy publicznych spotkań. Bardzo dużo mężczyzn przychodziło tam dla jego właścicielki - pięknej i nieobliczalnej Hendrickje van der Helst.
Gianpietro zastanawiał się czy Hendrickje nie wiedziała, czy po prostu udawała, że nie wie w jaki sposób działa na mężczyzn...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hendrickje van der Helst

avatar

Wiek : 37
Pochodzenie : Haga
Liczba postów : 32

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 1:32 am

Dopaliła papierosa i zgasiła go w popielniczce, która stała na biurku. Najchętniej zapaliłaby kolejnego, ale to zaczęło przeradzać się w nałóg; Hendrickje nie uśmiechało się być zniewoloną przez cokolwiek i tracić kontrolę nad własnym ciałem. A przecież sama kierowała domem nałogu - bo czymże różnili się hazardziści od innych uzależnionych, choćby palaczy, pijaków, narkomanów... Czasami wychodziła do ludzi ze swego zacisznego gabinetu, obserwowała swoich stałych gości. Nawet po odejściu od stolików, myśli ich krążyły wokół gry, przesuwały żetony, rozdawały karty, obstawiały liczby. I nawet w myślach zdarzało się im przegrać, Hendrickje była tego pewna.
- Powinnam odwiedzić jego żonę - powiedziała raczej sama do siebie. Przypomniała sobie o dawnych słowach Bartellettiego, o tym, iż ten cały Gesspucci podobno znęcał się nad biedną kobietą. Jakże Hendrickje nienawidziła przemocy domowej. - Ucieszyłaby się... może znajdzie sobie kogoś przyzwoitego.

Uniosła brwi w zdziwieniu - prawdziwym, czy udawanym.
- Żadne zarzuty, ja tylko stwierdzam fakty - odrzekła. Dopiła wino i odstawiła kieliszek na biurko, z lekkim trzaśnięciem. Odjęła dłoń od tego szkła, ciepłego od jej dotyku.
- Schlebiasz mi, Gianpietro... i gdyby nie to, że Ty tu rządzisz, już dawno bym Cię zaprosiła do mojego domu - zauważyła z szerokim uśmiechem, co było dziwne jak na nią, zarówno te słowa, jak i mimika. Hendrickje van der Helst po prostu rzadko kiedy wdawała się z kimś w poufałość, bo nie lubiła, albo nie chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 2:20 pm

Bartelletti dopił swoje wino a czując jego gorzko słodki smak na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. Gianpietro uwielbiał wino, zwłaszcza to z włoskich szczepów. Częściowo może dlatego, że te smakowały mu najbardziej, jednak jakaś jego część zawsze pamiętała o Włochach, o ojczyźnie.
Nie, nie było to chore zaburzenie w postaci szowinizmu, ale zwykły patriotyzm, który nakazywał mu szanować swoje państwo i nie wynosić go zarazem ponad inne narody.

Kiedy Hendrickje wspomniała o odwiedzinach Gianpietro uniósł lekko brwi do góry w geście zdziwienia. Czyżby van der Helst obchodziło coś poza sobą samą? No proszę...
- To miło z Twojej strony. Właściwie można by poformować ją, że mąż nigdy nie wróci. Po co ma się obawiać o jego rychły powrót? - Posłała kobiecie lekki uśmiech i w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi.
- Tak? - Bartelletti spojrzał na wchodzącego do pokoju ochroniarza.
- Pan Quattrone czeka na dole.
- W takim razie niech wejdzie tutaj. Chyba nie masz nic przeciwko Hendrickje? - Zapytał kobiety.
W końcu w rodzinie nie ma tajemnic. Podobno...

Kiedy drzwi za ochroniarzem zamknęły się Gianpietro postanowił wykorzystać te kilka ostatnich sekund w cztery oczy i zwrócił się ponownie do kobiety.
- Twojego domu Hendrickje? Mówisz teraz o kasynie? - Zapytał próbując zażartować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quattrone

avatar

Wiek : 43
Zawód : brak; powszechnie wiadomo, że człowiek mafii
Pochodzenie : miasteczko blisko Anchor City
Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 5:18 pm

Akurat siedział przy barze, sącząc wolno alkohol, jak to zwykle miał w zwyczaju, kiedy podszedł do niego jeden z ludzi Bartellettiego, mówiąc mu, że szef oczekuje go w gabinecie. Zostawił więc niedokończonego drinka, kładąc obok pieniądze z odpowiednim, ale nieprzesadnie wysokim napiwkiem.
Quattrone skierował się prosto na piętro i już nie bawiąc się w żadne pukanie, po prostu wszedł do środka. Najpierw skinął do kobiety, a potem podszedł do szefa, by uścisnąć mu dłoń.

Tylko przelotnie spojrzał na otwartą butelkę wina i kieliszki, które trzymali w dłoniach obecni. Wino jakoś nigdy go nie ciągnęło. Był po prostu dziwnym Włochem. Ani z wyglądu, ani z upodobań, po prostu w niczym nie przypominał typowego przedstawiciela swojej nacji.

- Spotkałem się z Forgione. Powiedziała mi wszystko, co udało się jej dowiedzieć z rozmowy Bruzzini i DeCicco – w krótkich, ale dokładnych słowach zrelacjonował przebieg spotkania mafiosów z Reggio. Na koniec kącik jego ust drgnął lekko, zdradzając, że sprawa ta leżała mu bardzo na sercu i zaprząta jego myśli przez cały czas. Ale była to jedyna oznaka, niewidoczna dla niewprawionego oka.

Quattrone przeniósł na krótką chwilę wzrok na Hendrickje. Była naprawdę piękną kobietą, ale zupełnie niekobiecą. Nawet jej imię brzmiało tak po męsku. Jakby ktoś uderzał kamieniem o kamień. Oderwał się od tych irracjonalnych w tym momencie myśli i skupił się na słowach, skierowanych do szefa.
- Wygląda na to, że ci w Reggio przeglądali każdą niemal przesyłkę, jeśli tylko zawierała cenny towar, po czym organizowali coś, co miało wyglądać na zbieg okoliczności, niezależny od nich. Jeśli policja działa u nich tak samo, jak tu, sprawę mieli ułatwiono o sto razy.
Mężczyzna założył ręce na piersi i oparł się bokiem o ścianę.
- A do tego jeszcze kontakty z tą drugą mafią i ten, kto nas zdradza – dodała ponuro, po czym pokręcił głową. – O datach i zawartości przesyłek wie szef, ja, Lapo, ale jego jestem pewien. Moglibyśmy podejrzewać księgowych, ale ostatni... Wiadomo. A ten obecny nie posiada aż tylu informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hendrickje van der Helst

avatar

Wiek : 37
Pochodzenie : Haga
Liczba postów : 32

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 11:28 pm

- Tak, tak... mówię o kasynie - jej nieco zgryźliwy ton znowu powrócił i jednak wyciągnęła powtórnie papierosy, zapaliła. - Gdzie zawsze jesteś mile widziany...
Miała także ochotę na jeszcze jedno wino, ale nie chciała prosić. Była w dziwnym nastroju, dlaczego...? A to oznaczało, iż powinna jak najszybciej zniknąć w swym domu.

Przyjście Quattrone było jej obojętne i skinęła głową w geście powitania, kiedy wszedł do gabinetu. Bezwiednie wysłuchiwała jego słów, co raz zaciągając się papierosem i patrzyła w ścianę, jakby wyłączając się, ale w istocie była jak najbardziej skupiona.
Tylko nie miała nic do powiedzenia...
- No to mamy cholerny problem - zauważyła, a w jej głosie dało się wyczuć coś, jakby nawet i mściwą satysfakcję, chociaż powinna się zmartwić? zdenerwować?
Znowu zaciągnęła się papierosem i spojrzała z uwagą na Bartellettiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianpietro Bartelletti

avatar

Wiek : 39
Zawód : Właściciel Czerwonego Falminga, don maffii
Pochodzenie : Italia
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Nie Gru 05, 2010 11:43 pm

Kiedy Quattrone wszedł do gabinetu Gianpietro podniósł się z fotela i uścisnął dłoń mężczyzny.
- I jakie wieści? - Spytał a zaraz potem mężczyzna zaczął opowiadać o spotkaniu pani Forgione z tymi z Reggio.
To wszystko było jakby wyjęte z najgorszego koszmaru. Zupełnie jakby świat zaczął obracać się do góry nogami dezorganizując dawny ład i porządek.
To bardzo martwiło Bartellettiego, nie takiej wizji funkcjonowania mafii się spodziewał.
- Quattrone powiedz mi, masz jakiś pomysł co zrobić w sprawie Reggio? - spytał podchodząc do okna.

Sam tak na prawdę nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Rozwiązań było dużo, za dużo. Był więc ten problem, aby rozważyć dokładnie które z nich będzie najlepsze i najkorzystniejsze a na to nie było zbyt dużo czasu.

Gianpietro odwrócił się ponownie przodem do swoich rozmówców i spojrzał na mężczyznę.
- Wiemy kto jest wtyczką, kto nas zdradza... Gesspucci... Jutro będziemy mieli go z głowy, więc jeden problem mniej. - Skinął do Quattrone.
- Napijesz się czegoś? - Zapytał. W końcu trzeba było zachować jakieś maniery i gościnność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quattrone

avatar

Wiek : 43
Zawód : brak; powszechnie wiadomo, że człowiek mafii
Pochodzenie : miasteczko blisko Anchor City
Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Pon Gru 06, 2010 6:19 pm

Odmówił, bo nie miał ochoty na alkohol. Poza tym chciał prosto stąd udać się na basen, by popływać, a przy okazji zastanowić się nad tym, co udało mu się obmyślić. Miał już zarys tego, co powinni zrobić, ale musiał jeszcze doszlifować szczegóły. Podziękował więc grzecznie za okazaną gościnność i nim odpowiedział Bartellettiemu, utkwił spojrzenie brązowych oczu w osobie Hendrickje, może nawet zbyt długo trwało owo wpatrywanie, ale jej słowa, a raczej ton nie przeszły koło niego obojętnie.

To, co powiedziała kobieta zabrzmiało raczej jak: „no to macie cholerny problem, a ja ubaw, jakich mało”. Quattrone dużo słyszał już o van der Helst, że jest materialistą, skupioną tylko na tym, by mieć, jak najwięcej pieniędzy i korzyści wyłącznie dla siebie. Ale... Może był głupi, może w swej naiwności przewyższał największych idiotów tego świata, ale wierzył, że skoro już przystało się do jakiejkolwiek organizacji, to trzeba się jej poświęcić, dać z siebie wszystko, a dopiero później liczyć na jakieś profity. Nigdy odwrotnie. Tak, chyba był głupcem.
I nic nie mógł poradzić, że uwaga, która przed chwilą padła z ust kobiety, jawiła się dla niego, jako ostentacyjne naigrawanie się z macierzystej mafii i to jeszcze przy samym Bartellettim, bo akurat o siebie samego nie dbał. Był tylko pionkiem, nikim więcej.

Mimo tego natłoku myśli na twarzy pojawił się tylko jakiś nieznaczny wyraz zdziwienia, który natychmiast zamaskował konkretnymi słowami, które skierował prosto do szefa.
- Potrzebuję 48 godzin, by dopracować szczegóły, ale zarys mojego planu jest mniej więcej taki.
Quattrone przysunął się bliżej swojego rozmówcy, choć nadal zachowując odpowiedni dystans wobec osoby postawionej wyżej i odpiął guziki od marynarki. Nagle zrobiło mu się nieprzyjemnie gorąco.
- Skoro zdradza nas Gesspucci... – swoją drogą, dlaczego go to nie zaskoczyło? – Musimy mieć go żywego, przynajmniej przez jakiś jeszcze czas. Najpierw porozmawiajmy z tymi Reggio i przyjmijmy ich wyjaśnienia. Niech myślą, że udało się im uśpić naszą czujność. Tak, jak wspomnieli następna dostawa nie zawiera niczego ważnego. Trochę bardziej luksusowych rzeczy dla naszych ludzi i alkohol. Nie zmieniajmy tego, ale... – w tym momencie Quattrone uniósł znacząco palec wskazujący – nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy ustawili dodatkową dostawę, która nieoczekiwanie przypłynie razem z tą pierwszą. Jakaś spóźniona i bardzo... cenna. Nie chcę jednak, żeby była to broń, bo dostawa niestety, ale ostanie sfinansowana przez nas. Oddać broń? To nie po naszej myśli. Ale klejnoty, biżuteria, dzieła sztuki? Na to się skuszą. Zwłaszcza, że w ostatniej chwili dostaną cynk od Gesspucciego.

Mężczyzna przeszedł kilka kroków po gabinecie.
- Podstawioną dostawę wyślemy na Sycylię. Mam tam kilka zaufanych osób, które dołączą skrzynie do tej prawdziwej w porcie w Syrakuzach. A kiedy ci w Reggio połakomią się na nią, będziemy mieli dowód ich zdrady. Musimy jednak mieć na uwadze opór, więc już zbieram chłopaków na tą akcję, potrzebuję tylko twojej zgody szefie oraz gwarancji, że otrzymam pomoc w przygotowaniu tej małej przynęty. Jest tylko jedna trudność – Quattrone dodał po chwili i odwrócił się w stronę Bartellettiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hendrickje van der Helst

avatar

Wiek : 37
Pochodzenie : Haga
Liczba postów : 32

PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   Wto Gru 07, 2010 12:37 am

Hendrickje nigdy nie twierdziła, że jest osobą łatwą w obejściu i przyjemną w zachowaniu, chociaż w tym momencie zdała sobie sprawę, że jednak wypadałoby okazać trochę zaangażowania. To przecież nic ją nie kosztowało. Z drugiej strony od zawsze odnosiła wrażenie, że pozycje, które przyjmuje utwierdzają tylko resztę ludzi, iż przy tej kobiecie należy zachować odpowiednie pozory, przynajmniej.

- Tak, sądzę, że to dobry plan - mruknęła pod nosem i rzuciła szybkie spojrzenie w stronę Quattrone. - Dobry... co nie zmienia faktu, że wolałabym jak najszybciej usłyszeć o śmierci Gesspucciego - uśmiechnęła się cynicznie do Bartellettiego. - Ale to tylko taka prywatna uwaga.

Westchnęła cicho. Miała olbrzymią ochotę oprzeć się wygodnie, przymknąć oczy i przez kilka chwil pozostać w takim bezruchu, lecz nie mogła sobie na to pozwolić; niestety. Czasami ciężko było jej być jedyną kobietą w męskim gronie Famiglii, jedyną, z którą się liczono.
A czasami całkiem przyjemnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet właściciela lokalu   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet właściciela lokalu
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Gabinet właściciela
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet dyrektora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Anchor City :: Obrzeża miasta :: Rosso fiammante-
Skocz do: