Lata 30 XX wieku, Włochy... Rozwój kina, motoryzacji i mody. Wybuch kobiecego seksapilu... A to wszystko w otoczce akcji rodem z Ojca Chrzestnego... Zapraszamy do rejestracji!
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Przytułek

Go down 
AutorWiadomość
Oliver Bung
Admin
avatar

Wiek : 32
Zawód : Malarz
Pochodzenie : Sallvy, Włochy
Liczba postów : 168

PisanieTemat: Przytułek   Pią Lis 19, 2010 8:21 pm

Przytułek dla sierot.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sincityworld.forumpolish.com
Arianna Malapare

avatar

Wiek : 31
Zawód : wolontariuszka (nieoficjalnie kontrahent i lekarz agentów)
Pochodzenie : Rzym, Włochy
Liczba postów : 78

PisanieTemat: Re: Przytułek   Wto Lis 30, 2010 7:26 pm

Arianna czuła, że za chwilę zdarzy się jakieś katastrofalne bliżej nieokreślone zdarzenie. Prawie drżała ze strachu, mając nadzieję, że malarz tego nie zauważy. Może było to związane, z jej dość sporym doświadczeniem związanym z ofiarami mafijnych porachunków? Dlaczego nie słychać jeszcze wycia syren? Czy ktoś jest śmiertelnie rany? Zdusiła w sobie chęć pobiegnięcia w okolicę strzelaniny, aby opatrzyć postrzelonych. Jakby to wyjaśniła. Nie, najlepiej było siedzieć cicho i zająć się swoją robotą. Nie ryzykowała tylko zdradzeniem swojej przykrywki.

Z ulgą spostrzegła wierzę kościoła św. Judy. Później nie pamiętała czy lub o czym rozmawiała z panem Bungiem. Co pewien czas posyłała mu przepraszające uśmiechy. Co mogła poradzić na swoją słabość? Poprowadziła malarza w stronę przytułku, we wszystkich oknach paliło się światło. Dość dziwne, zważywszy na manie oszczędności pewnego braciszka. W jednym z okien poruszyła się jakaś postać a następnie w tym samym momencie zniknęła. Zatrzymała się przy bramie sierocińca i zwróciła się do pana Bunga.

- Dziękuje za pseudo spacer – uśmiechnęła się krzywo i przy okazji klepiąc swoją torebkę, jakby sprawdzając czy wszystko ze sobą ma. – Proszę wybaczyć, że tak pana przez całą drogę targałam, może dla...

Przerwałam, ponieważ potężne drzwi przytułku otworzyły się i prawie z nich wybiegł ojciec Matteo. Mimo ciemności panujących na placu przed budynkiem, można było zauważyć, ze jest poruszony i przerażony.

- Pani Malapare, pani Malapare. Bogu dzięki, że wreszcie.. – powtarzał w kółku, aż w końcu lekko przystopował jakby teraz zauważając jej towarzysza. Przez chwilę pomruczał do siebie. – Myślałem, że siostra znalazła...

Arianna przechyliła delikatnie głowę w bok zastanawiając się, co tak wzburzyło księdza. Zachowywał się inaczej niż zwykle. Musiało się stać coś niedobrego. W tym przekonaniu upewniło ją, kiedy ksiądz chwycił ją pod ramie i zaczął ją prowadzić w stronę budynku. W stronę pana Bunga poleciały jakieś pobożne życzenia miłego wieczoru.

- Przepraszam, panie Bung – krzyknęła odwracając głowę. – Skontaktuję się z panem związku z obrazami...

W tym momencie ojciec Matteo zamknął ciężkie wrota przed jej nosem. Denerwujące, ale Aria była cierpliwą osobą. Toteż tylko zapytała ściągając z siebie szybko płaszcz. Podejrzewała, ze któreś z dzieci trochę bardziej się rozchorowało. Aria, bowiem za współpracę z księdzem odwdzięczała się między innymi opiekując się dziećmi, z medycznej strony. Ojciec Matteo miał łzy w oczach, w całym zaś budynku panowała śmiertelna cisza.

- Co się stało?

- Tak strasznie krwawi... W kuchni... Siostra Edvige nie daje już rady... Posłaliśmy siostrę Annę...

Wyjąkał, zasłaniając dłońmi twarz. Za paznokciami miał resztki krwi. Aria w pierwszej chwili pomyślała, że któreś z dzieci uległo wypadkowi. Na pięcie odwróciła się i pobiegła na tył domu, gdzie miał być krwawiący.
Zatrzymała się w drzwiach zaskoczona, nie takiego widoku się spodziewała. Na środku pomieszczenia w potężnej kałuży krwi leżał młody chłopak. Blada siostra Edviga klęczała nad nim uciskając splamione spodnie na wysokości uda chłopaka. Aria nie pytała się jak do tego doszło, do tego dojdą. Najważniejsze było teraz ratowanie chłopaka.

- Izolatka – rozkazała przytomnie. Było to dość duże pomieszczenie, w całości wyłożone płytkami, i urządzone na gabinet pierwszej pomocy. To właśnie Aria zdobyła środki na jego budowę. Burmistrz uważał, że szpital jest dostatecznie blisko, aby zawieź tam chore dziecko. Był nieczułym draniem.
W trójkę przenieśli chłopaka do pokoju, które zalało jasne i dość ostre światło. Aria miała pewnego fioła na punkcie czystości, toteż szybko wyczysciła ręce założyła fartuch, maskę i białą czapeczkę. Ręce wydezynfekowała 70 procentowym alkoholem, założyła rekawiczki i rzuciła do siostry Edvigi.

- Nie zapomnij liczyć i zabezpieczyć zużyte opatrunki. Wyciągnij z szafy ciśnionomierz, załóż go powyżej rany. Napompuj do 300 milimetrów słupa rtęci. Gdzie jeszcze jest rany?

- Przyszedł ze strzelaniny – pisnął przerażony ojciec Matteo.

Aria już nie czekał. Unieruchomiła jego prawą rękę i wbiła dość pokaźnych rozmiarów igłę. Tymczasem siostra Edviga przygotowała na jej polecenie flakonik z solą fizjologiczną. Aria należy tu dodać podkradła zapasy z szpitala. Szybko zbadała chłopaka polecając księdzu uciskać jałowym opatrunkiem dokładnie na ranie. Oprócz sińców i zadrapań, jej pacjent miał jeszcze skaleczenia na tułowiu. Jakby wpadł na szybę.
Główną uwagę należało poświęcić nodze. Ściągnęła niezadowolona brudną szmatę, która służyła jako tampon. Wszelkie postrzały były uważane za zakażone zwłaszcza, jeśli pocisk przebił również ubranie. Znalazła otwór wlotowy, ale nie wylotowy co świadczyło, że pocisk jest dalej w udzie. Miała tylko nadzieje, że nie rykoszetował w środku.
Musiała się spieszyć ucisk powyżej krwawienia nie mógł trwać dłużej niż dwie godziny, kończyna byłaby zbyt długo niedokrwieniona. W tedy jedynym ratunkiem byłaby amputacja, którą sądząc po jego stanie, nie przeżyłby. Wkrótce zauważyła, że kula roztrzaskała kość udową.

Najczęsciej uszkodzenia kości, poza wielką bolesność wiązały się z dość silnym krwawienie- w tym wypadku nawet do jednego litra. Postrzały bywały bardzo widowiskowe. Pociski wyrywały spore kawałki mięśni i roztrzaskiwały kości. Cieszyła się, ze chłopak był nieprzytomny.

- Skalpel, znaczy ten nożyk w z tej metalowej puszki i daj też trochę tych gazików. Staraj się ich nie pobrudzić – dyrygowała spokojnie – Flakonik z solą przekuj, zostaw igłę w środku. Będziemy polewać. Daj mi tego spirytusa.

Aria rozcięła bardziej ranę. Następnie przemyła solą fizjologiczną, wycierając później gazikami ranę i jej okolice. Usunęła najpierw skrzeplinę, wyłowiła wbity w kość pocisk, w następnie tkanki martwicze. Tak, żeby mikroby nie namarzały się w ranie. W miarę możliwości zespoliła odłamki kostne. Żałowała, że z wszystkich możliwych igieł operacyjnych zabrała tylko te podstawowe . Złożona krzywa, nie była tak dobra jak igła „J”. Szwem z wyłonieniem brzegów na zewnątrz połączyła naczynia krwionośne. Upuściła trochę powietrza z ciśniomierza i z spokojem słuchała jak siostra mówi o wartościach podstawowych parametrów życiowych. Będzie dobrze. Zmieniono następną kroplówkę.

- Przygotuj łupki – poleciła. Unieruchomiona kończyna mniej bolała i mniej krwawiła. Cieszyła się, że jedwabne nicie wcześniej zostały nasączone karbonem. Szwy skórne zawiązała niezbyt mocno, aby umożliwić obrzęk tkanek, powstający w wyniku procesu zapalnego. Myślała o szwi materacowym, bo sięgał głęboko, ale w wkrótce chłopak powinien znaleźć się w szpitalu. Toteż zdecydowała się na szew pierwotny odroczony.
Pomyśłała o oddziale chirurgicznym w Sincity. Tam były dla niego odpowiednie warunki, nie tutaj. Podzieliła się swoimi przypuszczeniami.

- Nie, nie, wykluczone – wtrącił się ksiądz siadając na krześle przy biurku. Aria oczyściła okolicę rany, zdjęła ciśnieniomierz, służący za opatrunek uciskowy tamujący przede wszystkim tętnicę udową. Założyła jałowy opatrunek, zabezpieczyła go bandażem a nogę za pomocą łupków unieruchomiła. Zwolniła nieco kroplówkę. Dopiero wtedy się odezwał, bez złości, bez emocji.

- On wymaga pomocy, szpitalnej.

- Zabiją go – odpowiedziała siostra Edviga. Prawdopodobnie to właśnie ona go znalazła. – W którejś z dzielnic ludzie mafii zrobili zasadzkę na kogoś. Bartolomeo, był naszym wychowankiem. Nie miał rodziny, dlatego... och, Boże łaskawy na wysokościach. Kiedy od nas odszedł wpadł w złe towarzystwo. Miał mieć dzisiaj inicjację – kobieta fizycznie i psychicznie zmęczona zaczęła nerwowo pocierać dłonie, - ale pamiętał o bożym wychowaniu jakie mu wpoiliśmy. Nie zgodził się i próbowali go zabić. Uciekł im. Oni go zabiją jeśli go tylko znajdą. Nie może dłużej zostać w Sincity. Aria, masz kontakty. Pomóż mu. Na litość boską, wywieź go stąd.

- Wicei kogo?

- Tylko tyle wiemy. Zemdlał.

Aria rozebrała się z fartucha pilnie słuchając kobiety. To o co prosili nie było łatwe, a chłopakowi groziło niebezpieczeństwo zakażenia. Umrze jeśli nie znajdą dla niego lepszej opieki. I pomyśleć, ze przez ostatni tydzień martwiła się czy jutro spotka się ze swoim informatorem w parku. Potrzebowała płynów do przetoczenia, antybiotyków, morfiny oraz czystych opatrunków. A później musiała sie skontaktować z łącznikiem. Noc zapowiadała się bardzo ciężka i długa.

- Oczyśćcie tutaj – zdecydowała, wyciągając butrlkę z karbonem. – Ojcze Matteo zawieziecie mnie do szpitala.


Ostatnio zmieniony przez Arianna Malapare dnia Sro Gru 01, 2010 9:46 am, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Poprawa ogonków, czsu, stylu. Taka kosmetyka tekstu.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pajacyk.pl
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Przytułek   Sro Gru 01, 2010 2:02 am

Podchodząc powoli pod bramy sierocińca spojrzałem w górę na zapalone światła wzruszyłem ramionami i cichym głosem burknąłem pod nosem.

- Całe szczęście że nikt jeszcze nie śpi, nie będę musiał nikogo budzić .

Stanąłem pod ciężką bramą i zapukałem trzy razy, aż echo rozniosło się po schronisku.

- Dziękuje ci Boże że nie będę sam pracował w tej sodomie i gomoże.

Przez krótką chwile ścisnąłem walizkę w ręku po czym znów zapukałem z myślom.

- A może Boże mój nie w porę przychodzę w trakcje kolacji czy modlitwy.

Wyciągnąłem z kieszeni habitu jabłko z paska powoli odczepiłem bagnet i robiąc krok w tył spojrzałem jeszcze w górę na okna a przy okazji krojąc jabłko, i je jedząc.

-Widzisz Panie no to będę musiał przyjść jutro .

Kiedy chciałem już iść to za plecami usłyszałem hałas otwierającej się bramy od schroniska.

Za bramy wychyliła się przerażona zakonnica, mówiąc nerwowo.

- A to brat przepraszam za swój stan ale mamy małe kłopoty, proszę wejść szybko i tak nie stać.

Po jej słowach schowałem jabłko i bagnet po czym weszłam do sirotka ciężka brama zamknęła się za mną z hukiem, stałem na dziedzińcu sierocińca mówiąc.

-Strasznie przepraszam za kłopo…….

Kiedy chciałem do kończyć siostra przerwała mi, mówiąc szybko z podenerwowaniem w głosie.

-Proszę tędy poczeka brat na Ojca Matteo jak wróci.

Weszłam za siostrą do budynku gdzie była mała krzątanina, w tedy zapytałem się w prost.

- Co się stało takiego że jest takie poruszenie.

Siostra odpowiedziała spoglądając przed siebie.

-Postrzelili jednego z naszych wychowanków.

Zdziwiłem się ogromnie, chciałem dopytywać się wszystkiego co.. gdzie… jak …
opanowałem się szybko i powiedziałem .

-Niech siostra weźmie tą walizkę to są dary dla sierot a niech teraz ktoś mnie za prowadzi do tego malca.

Zaprowadziły mnie siostry do pomieszczenia gdzie leżał nieprzytomny chłopak a w okuł niego było jeszcze widać sporo utraconej krwi, spojrzałem litościwie na niego przypominając sobie okrucieństwa wojny jakie przeżyłem, chłopak był bardzo staranie i fachowo opatrzony wiec postanowiłem zrobić to w czym miałem powołanie, wyciągnąłem z kieszeni różaniec podszedłem do niego i zacząłem recytować psalm 23, i przy okazji zacząłem bardzo ostrożnie i powoli wycierać go z krwi .

- Boże mój Boże mój czemuś mnie opuścił, tak jak twój syn wołał do ciebie słowami tego psalmu to teraz ja wołam Panie mój proszę aby krew przelana na tym stole niebyła kolejną.

Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie odpocząć mogę,
orzeźwia moją duszę.

Wiedzie mnie po ścieżkach właściwych
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażby, przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.

Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach moich wrogów,
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia.
I zamieszka, w domu Pana
po najdłuższe czasy.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Przytułek   Sro Gru 01, 2010 3:20 pm

Po dłuższym czasie przerwałem modlitwy, spoglądając na młodzieńca powiedziałem szybkim stanowczym głosem.

-Drogie siostry niech siostry zgaszą wszędzie światła a tu postawimy po rogach świece i zasłonimy okna, przytułek ma wyglądać jakby wszyscy w nim spali.

Po tych słowach dwie zakonnice zaczęły biegać po pomieszczeniach i gasić światła, a jedna natomiast zasłoniła okna i rozpaliła świecę w rogu z dala od zasłoniętych okien, po krótkim czasie schronisko wyglądało jakby w nim wszyscy spali, odwróciłem się do jednej z sióstr i stanowczym głosem powiedziałem.

- Niech siostra nie wpuszcza nikogo nieznajomego do schroniska a teraz poczekamy na księdza Matteo i panią doktor ja natomiast poczekam na nich przy bramie, jakby coś się działo to niech siostry go ukryją lub tylnym wyjściem przeniosą w bezpieczne miejsce, tu mają siostry klucze do mego domu i kościoła jakby zaszła taka potrzeba.

Po tych słowach dałem jednej z sióstr klucze i biorąc krzesło ze sobą, podszedłem do bramy gdzie usiadłem, wyjąłem kawałek jabłka oraz różaniec i bagnet który położyłem na kolanach, siedząc modląc się i czekając na ojca Matteo, czuwałem obserwując okolice przez niewielką szparę w bramie.

-Ci, którzy Panu ufają, są jak góra Syjon,co się nie porusza, ale trwa na wieki. góry otaczają Jeruzalem: tak Pan otacza swój lud i teraz, i na wieki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arianna Malapare

avatar

Wiek : 31
Zawód : wolontariuszka (nieoficjalnie kontrahent i lekarz agentów)
Pochodzenie : Rzym, Włochy
Liczba postów : 78

PisanieTemat: Re: Przytułek   Sro Gru 01, 2010 6:41 pm

Ojciec Matteo jechał szybko i trzy razy gwałtownie hamowała, tyle też samo Aria przy tym głową uderzała w tapicerkę. Ostatni tuż przed przytułkiem, brakowało tylko przyczyny nagłego hamowania. W dwóch poprzednich ojciec Matteo nie chciał po prostu przejechać jakiegoś przechodnia.

- Co się stało?

- Przytułek, przytułek – wycharczał ksiądz. Denerwujące, że w kryzysowych sytuacjach nie potrafił klarownie wyjaśnić co się dzieję.

Kobieta spojrzała na wspomniany budynek. Wyglądało na to, że cały był pogrążony we śnie. Faktycznie niepokojące. Aria wysiadła z samochodu wraz z ciężką torbą. Swoje kroki skierowała od razu do bramy przytułku, tuż za nią rozglądając się wokoło szedł kapłan. Biedaka przerastała już cała sytuacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pajacyk.pl
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Przytułek   Sro Gru 01, 2010 11:18 pm

Obserwując cała sytuację szybko wstałem z krzesła, bagnet wsadziłem w pochwę przy pasie i jeszcze raz przyjrzałem się osobą idącą w stronę bramy gdy rozpoznałem ojca Matteo uchyliłem szybko bramę mówiąc przyciszonym głosem.

- Szybko szybko nie ma czasu do stracenia, malec utracił sporo krwi.

Ponaglałem ojca Matteo i panią doktor kiedy byli za mną wychyliłem się jeszcze na ulicę żeby rozejrzeć się do o koła upewniając czy nikt ich nie śledził.

-Przepraszam ojcze ale przyniosłem trochę datków i przy okazji nie mogłem zostawić to w takim stanie.

Zamknął bramę i odwrócił się do pani doktor mówiąc.

- Jestem brat Francesco, od niedawna w tym mieście a teraz proszę za mną bo mamy mało czasu, zarządziłem wyłączenie świateł żeby nie wzbudzać podejrzeń.

Mówiłem szybko i chaotycznie.

- Jeśli dłużej tu zostanie to na pewno trafią do nas bo zawsze szczur ucieka do gniazda kiedy oberwie.

Szlem szybko obok pani doktor podtrzymując zdenerwowanego ojca Matteo na duchu.

- W razie czego przeniesiemy go przez tyły sierocińca do kościoła a stamtąd do szpitala.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arianna Malapare

avatar

Wiek : 31
Zawód : wolontariuszka (nieoficjalnie kontrahent i lekarz agentów)
Pochodzenie : Rzym, Włochy
Liczba postów : 78

PisanieTemat: Re: Przytułek   Czw Gru 02, 2010 12:32 pm

Arianna podskoczyła, kiedy drzwi bramy otworzyły się. Już miała zamiar zaatakować człowieka, gdy ten zaczął tłumaczyć. Bezzwłocznie popatrzyła na ojca Matteo szukając potwierdzenia słów obcego. Rozluźniła się, kiedy ksiądz potwierdził słowa brata Francesco, choć dalej mocno ściskała uchwyt torby lekarskiej. Pilnie wysłuchiwała temu co mówił brat Francesco. Dość krótko, ale treściwie przedstawił sytuację. Do Arii przede wszystkim mocno dotarło zwłaszcza porównanie o uciekającym szczurze. Kiwała głową, zagryzając jednocześnie wargę, kiedy śpiesznie ruszyli do domu sierot. Była maksymalnie zła na siebie, że wcześniej o tym nie pomyślała. Mafiozi, znali chłopaka i co z tym idzie przytułek będzie jednym z pierwszych miejsc jakie sprawdzą. Wszyscy byli w niebezpieczeństwie.

Po przybyciu do rannego chłopca Aria natychmiast podała leki w kroplówce, podała szybki bolus pierwszej dawki antybiotyku- penicyliny, a następnie morfiny, nie zapomniała też o szczepionce przeciwtężcowej. Wkrótce rysy chłopca stały się mniej naprężone a jego oddech bardzie spokojny i głębszy. Nim zmieniła przesiąknięte krwią opatrunki, założyła drenaż. Była zadowolona, ze ktoś wcześniej chłopca oczyścił z zabrudzeń. W ten sposób zmniejszało się prawdopodobieństwo zakażenia. Mimo wszystko oczyściła okolicę rany 70% alkoholem i gazikiem nałożyła trochę balsamu na szwy.

- Powinniśmy go przenieść w bezpieczniejsze miejsce. Szpital odpada, byłam tam, pozwoliliby mu umrzeć, tylko za to co wie - zauważyła zatrzymując wzrok na bracie Francesco. Zdała sobie sprawę, że tak naprawdę ani nie przedstawiła się ani nie podziękowała za pomoc. Fakt, faktem w Anchor rzadko ktoś przejawiał jakąkolwiek chęć działania- zwłaszcza dla osób trzecich.

- Nazywam się Arianna Malapare. I dziękuje za pomoc. Powinniśmy go ulokować gdzieś blisko, jakieś pomysły?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pajacyk.pl
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Przytułek   Czw Gru 02, 2010 2:43 pm

Kiwnąłem tylko głową na znak podziękowania po czym, zarzuciłem ręce do tyłu, trzymając mocno różaniec, zamyślony chodziłem po pomieszczeniu w jedną i w drugą stronę, mamrocząc coś pod nosem.

- Najpierw proszę wszystkich o wyjście, ciebie też ojcze Matteo, a pani niech zostanie.

Kiedy wyszli zajrzałem jeszcze za drzwi sprawdzając czy nikt nie podsłuchuje.

- Wolałem ich w to nie mieszać ojciec Matteo i siostry mają dobre ogromnie serce ale mają słabą wytrzymałość na bul, rozumiem że pomieszczenie musi być czyste i schludne .

Zatrzymałem się na chwilę spoglądając na chłopaka.

- Tak tak, dobry pomysł Panie, tak uczynię.

Odwróciłem się do pani doktor mówiąc spokojnym głosem.

- Potrzebuję samochodu ojca Mateteo na cmentarzu.

Zatrzymałem się nagle w słowach i z zamyśleniem powiedziałem.

-Pierwszą opcją jaką mam to, ukryć go w piwnicach pod kościołem jest tam miejsce pomiędzy beczkami z winem, druga opcja ukryć go na cmentarzu w jednym z grobowców akurat mam klucze, no i trzecia opcja w stajni razem z mułem, no i czwarta najlepsze wyjście u mnie na plebani.

Zamyślił się głęboko, zmarszczył brwi jakby sobie coś przypominał.

- Przeniesiemy go do mnie na plebanię przez tylną bramkę która prowadzi na ogrodzony teren kościoła a stamtąd do mojego mieszkania, jeśli coś się wydarzy to uciekać z nim na cmentarz pod kościołem przez kryptę, o której mało osób wie a dokładnie ja i ci co w niej leżą,no i druga opicia tyłem kościoła do trumny na wóz, dlatego potrzebuję samochodu przy cmentarzu , ktoś pojedzie samochodem żeby ściągnąć za sobą pościg a ktoś wozem bezpiecznie wymknie się obrzeżami miasta.

Wyprostował się uśmiechnął i rzekł.

- Wezmę go na ręce i będziemy musieli sami go przenieść bo nie chcę narażać sióstr dzieciaków i ojca na niebezpieczeństwo, wymkniemy się tak że nawet nie skapną się że nas tu niema, a ja poproszę ojca żeby wjechał na cmentarz, powiem mu że potrzebuję na jutro auta na szóstą rano, bo muszę przewieść trumny ze zmarłymi na pogrzeb, spowoduje to że będziemy mogli z nim przejść do mnie.
Po tych słowach wyszyłem z pomieszczenia na dłuższą chwile po czym wróciłem.

- Ojczulek zaraz odpali auto kiedy usłyszymy głos silnika to bierzmy chłopaka i chodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arianna Malapare

avatar

Wiek : 31
Zawód : wolontariuszka (nieoficjalnie kontrahent i lekarz agentów)
Pochodzenie : Rzym, Włochy
Liczba postów : 78

PisanieTemat: Re: Przytułek   Czw Gru 02, 2010 6:05 pm

Arianna w skupieniu wysłuchiwała planów zakonnika. Była pod wielkim wrażeniem, mało kto potrafił działać w tak stresującej sytuacji. Musiał być niezwykle mądrym człowiekiem albo mieć doświadczenie w ratowaniu czyichś czterech liter. Aria bazując na swoim doświadczeniu jednak stwierdziła.

- Najchętniej skorzystałbym z drugiego wariantu. I wywiozłabym Bartolomego jak najdalej od tego miasta. Niestety jego stan jest zbyt ciężki, na zbyt długie podróże. – Kiwnęła głową parokrotnie, jakby przez chwile biła się ze swoimi myślami. – Tak, nie powinniśmy mieszać w to zbyt dużo osób, dla ich i naszego bezpieczeństwa. Co gorsza to dopiero początek kłopotów... – mruknęła do siebie, odwróciła się na pięcie i uzupełniła zapasy w swojej torbie. Teraz liczył się czas. – Bracie Francesco nie poznaliśmy się bliżej, dlatego powiem krótko mogę uzyskać pomoc, ale wymaga to wielkiej dyskrecji w działaniach i zaufaniu jakim będzie brat musiał mnie obdarzyć. Nawet jeśli udałoby się nam, wywieź Bartolego do innego szpitala, wcześniej czy później dotarłaby do niego mafia. Będzie musiał mieć ochronę, którą my nie będziemy mogli zapewnić.

Odwróciła się do zakonnika trzymając w dłoniach wypełnioną po brzegi torbę lekarską. Mówiła śmiertelnie poważnie.

- Mogę ją zapewnić. To i bezpieczną drogę do odpowiedniej instytucji. To potrwa góra dwa dni, które wykorzystamy, żeby go trochę podleczyć. Oczywiście wtedy rekonwalescencja chłopca potrwa trochę dłużej, ale dzięki temu przeżyje.

Przemilczała fakt, ze swoim przełożonym będzie musiała lekko po kłamać o znaczeniu Bartolomego w obarczeniu sprawą sądową tutejszej mafii. Musiała dostać zezwolenie na akcje. Ranny był przecież jeszcze dzieckiem.

- Czy możemy ulokować go w mieszkaniu brata? I wykorzystamy fakt, że ojczulek powinien swoim samochodem odwrócić uwagę ewentualnego pościgu. Pomożesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pajacyk.pl
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Przytułek   Czw Gru 02, 2010 7:25 pm

Zastanowiłem się przez chwile po czym do pomieszczenia dobiegł odgłos silnika samochodu ojca Matteo.

- Do dzieła i niech Bóg pobłogosławi nasze czyny aby nie były puste jak dzban oliwny.

Wziąłem chłopca na ręce i szybkimi spojrzeniami na panią doktor zacząłem mówić.

- Niech pani pójdzie przodem i obserwuje osoby chodzących po korytarzu, musimy dojść na plac do niewielkiej komórki.


Po przekroczeniu progu zaczęliśmy powoli i ostrożnie przesuwać się w stronę drzwi wyjściowych na niewielki plac sierocińca.

- Wygląda że chyba siostrzyczki modlą się w kaplicy co nam trochę ułatwia sprawę.

Zeszliśmy na duł na długi korytarz prowadzący do drzwi wyjściowych, szybkimi krokami przebyliśmy ten kawałek drogi, skąd wyszliśmy na niewielki plac sierocińca.

- Prawie jesteśmy już na miejscu.

Doszliśmy ukradkiem do niewielkiej szopy z dużymi drzwiami zbitymi z kilku desek przy których wisiała kłódką.

- Myśli pani że nawet jak wydobrzeje to mafia mu da spokój i nawet sąd tu nie pomoże, kogoś innego podłożą, zaoferują mu sporo pieniędzy i oświadczy że to on strzelał, a mafia jest cierpliwa jak czas poczekają aż nadarzy się okazja i mu strzelą kule w głowę.

Podałem malca pani doktor a sam zabrałem się do rozpatrywania jak otworzy kłódkę.
Wyjąłem bagnet i zacząłem podważać śruby i deski po czasie kłódka upadła na ziemię.

- Panie wybacz mi za to co czynie ale ty wież że to dla dobra tego malca.

Odchyliłem drzwi i naszym oczom ukazał się stary fiat 508 łazik.

- No to do dzieła, usadźmy małego wygodnie a ja zajmie się kierowaniem, podobnym jeździłem w czasie wojny mam nadzieję że jeszcze nie zapomniałem jak to się robi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arianna Malapare

avatar

Wiek : 31
Zawód : wolontariuszka (nieoficjalnie kontrahent i lekarz agentów)
Pochodzenie : Rzym, Włochy
Liczba postów : 78

PisanieTemat: Re: Przytułek   Czw Gru 02, 2010 7:48 pm

Posłusznie podążała za zakonnikiem niepewna, gdzie właściwie się udają. Początkowo denerwowało ją, kiedy brat zwracał się sam do siebie. Nigdy nie była pewna czy akuratnie nie zwraca się do niej. W końcu jednak stwierdził, że może robić co tylko chce i mówić cokolwiek. Był skuteczny i to tylko się liczyło, do przetrwania chłopca. Zgadzała się też z twierdzeniem, że mafia jest cierpliwa i zabójczo dokładna. Pocieszające było, że chłopak może nie będzie musiał zeznawać. Przełożeni mogą zadowolić się tylko informacjami co do celu strzelaniny i osób z nią powiązanych. Jeżeli wiadomo kogo ma się za przeciwnika tym łatwiej znaleźć dowody obciążające. Zupełnie jak u Ala Capone, który został skazany na 12 lat tylko za podatki. Może jego imperium nigdy się już nie podźwignie?

Bez słowa odebrała chłopca, i z niedowierzaniem patrzyła na samochód w szopie.

Wystrzelają nas jak kaczki, pomyślała i momentalnie zbladła. Nie pokrzepiały ją też słowa zakonnika. Był kiepskim pocieszycielem. Pospiesznie położyła nieprzytomnego chłopca okrytego kocem na podłodze w tyle. Sama zaś była gotowa do pomocy jeśli będzie musiała popchnać samochód, kiedy nie będzie chciał odpalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pajacyk.pl
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Przytułek   Czw Gru 02, 2010 8:02 pm

Oparłem jedną dłoń o ramę szyby drugą o kierownice mówiąc.

- Musimy go wybuchać aż za teren sierocińca tam odpalimy go żeby nie robić sporo hałasu.

chwycili auto i powoli zaczęli pchać na tyły sierocińca do niewielkiej bramy gdzie otworzyli ją bez problemu i wybuchali samochód na niewielką uliczkę dzieląca kościół od sierocińca.

- Niech pani wsiada ja tylko zamknę bramę.

Po zamknięciu bramy wsiadłem do auta po kilku próbach gruchot odpalił.

- A już myślałem że będziemy musieli mułem go przewieść, oby tylko paliwa nam starczyło.

Po krótkim czasie ruszyliśmy z miejsca spokojnie bez żadnych podejrzeń, jechałem pierw wąskimi ulicami miasta, zastanawiając się jak tu minąć główną ulice.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arianna Malapare

avatar

Wiek : 31
Zawód : wolontariuszka (nieoficjalnie kontrahent i lekarz agentów)
Pochodzenie : Rzym, Włochy
Liczba postów : 78

PisanieTemat: Re: Przytułek   Czw Gru 02, 2010 8:24 pm

Samochód był głośny i nie miał drzwi, ale jeździł i to się liczyło. Zgrzytnęła zębami sprawdzając co z chłopcem i jego raną. Uspokojona trochę westchnęła. Byli gotowi do działania. Aria mimo „pyrkania” starego fiata zdaleka usłyszała głośny pisk opon. Odwróciła się momentalnie, aby zauważyć pędzący w ich stronę ciemny samochód. Nie miał załączonych świateł.

- Mam złe przeczucia – odezwała się cicho zasłaniając chłopaka bardziej kocem i zniżając się. Czemu braciszek nie przyspieszał? Nie widział zbliżającego się samochodu. To na pewno była mafia, już po nich. W końcu samochód zrównał się z nimi i jechali dość dobry kawałek rama przy ramie. Arianna nie znała się na samochodach, ale parę marek świetnie kojarzyła. Na przykład taką obok, Rolls-Royce Phantom, mafijna limuzyna, a w nim dwa ciemne typki.
Czyżby kierowca sądził, że przestępcy nie połapią się, że to właśnie w tym złomie ukrywają rannego z postrzału?
Włożyła ukradkiem rękę do swojej torebki i z obojętna miną patrzyła na mężczyzn, którzy próbowali zaglądnąć do wnętrza samochodu. W tym czasie raz po raz nerwowo macała kolbę swojego pistoletu w torebce- Lady Smith. Była gotowa na błyskawiczne oddanie strzału. Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta i nerwowa, trwali bez ruchu. Braciszek musiał mieć stalowe nerwy i już wydawało się, że mafiozo odjada, ale nagle jeden z nich zaczął szybko gestykulować na brata Francesco. Widać powiązali fakty, brat był ubrany jak zakonnik a przytułek był prowadzony przez księdza. Aria nie czekała wycelowała automatycznie. Huk mimo małego pistoleciku był ogłuszający, Pocisk jednak osmolił tylko nos pasażerowi gangsterskiego samochodu i zbił szybę przednią.

- Zgub ich, mamy mało amunicji – rozkazała celując tym razem dokładniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pajacyk.pl
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: Re: Przytułek   Pią Gru 03, 2010 12:31 am

Przydepnąłem porządnie gaz i przy okazji udało mi się uciec na jakiś czas, manewrując po między innymi samochodami.

- Spróbuje ich zgubić jak tylko będę mógł.

Próbowałem wyrównać auto i trzymać ich na dystans za plecami, ale z takim samochodem trudno było trzymać ich tak dłuższy czas na odległość ,za plecami usłyszałem huk wystrzału potem drugi , czarne auto dorównywało już do naszego, po krótkim czasie szliśmy w łeb w łeb.

-Niech pani się teraz dobrze czegoś trzyma.

Odbiłem lekko w bok żeby mieć pole do manewru, z tego co zauważyłem kontem oka to jeden celował w moją stronę, usłyszałem następny wystrzał z siedzenia obok, pozwoliłem niezauważalnie przeciwnikowi wyprzedzić nas o jakiś metr, po czym dałem jeszcze mocnej gazu aż samochód powoli zaczął się telepać, po krótkim czasie, kiedy auto mafii było już przy nas to dałem ostro po chamach aż nami zarzuciło, wyrównałem szybko samochód skręcając w najbliższą uliczkę, dodałem jeszcze gazu i znów skręciłem w prawo po czym w lewo autem rzucało na boki uderzając w przypadkowe kubły lub kartony.

- Prawie już jesteśmy.

Zatrzymałem się przy starej kamienicy i pokazując ręką mówiłem dalej , podając kobiecie klucze.

- Proszę o to klucze do mieszkania na 2 piętrze, mieszkał w nim ksiądz z Polski, powinien być pusty, ja powinienem niedługo wrócić jak ich tylko zgubię, zobaczymy się za kilka minut, tam powinniście być bezpieczni.

Zastanowił się szybko i jeszcze kiedy odjeżdżał.

- Zapukam w rytmie sos.

Po tych słowach dał gazu i przy najbliższym zakręcie skręcił w najbliższą uliczkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Przytułek   

Powrót do góry Go down
 
Przytułek
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Anchor City :: Obrzeża miasta :: Kościół pod wezwaniem św. Judy-
Skocz do: