Lata 30 XX wieku, Włochy... Rozwój kina, motoryzacji i mody. Wybuch kobiecego seksapilu... A to wszystko w otoczce akcji rodem z Ojca Chrzestnego... Zapraszamy do rejestracji!
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 brat francesco

Go down 
AutorWiadomość
Jesion

avatar

Wiek : 57
Zawód : Kapłan (Ksiądz)
Pochodzenie : Rzym
Liczba postów : 41

PisanieTemat: brat francesco   Pią Lis 19, 2010 2:51 am

Imię i nazwisko: brat francesco lub (Ksiądz jesion)
Wiek: 49 lat
Zawód: Duszpasterz
Status materialny: Rower, Muł razem z niewielkim wózeczkiem, spora liczba książek, 2 Bagnety wojskowe, rękawice bokserskie, trochę gotówki, niewielka stajnia oraz plenia przy kościele.
Charakter: Pełen siły i energii potrafi walczyć za swe owieczki nie tylko modlitwa a jak nawet trzeba to przywali charakter ma lekko chaotyczny i czasem nie wiadomo co można się po nim spodziewać a tak po zatem to jest uosabianie nie tylko miłość, wiarę i nadzieję, jest prawdziwym pasterzem dusz ludzkich, zagubionych i pełnych trwogi w obliczu tajemnicy życia i śmierci, potrafi działać z ogromną powaga i rozsądkiem. troszczy się szczególnie o tych którzy nie umieją się obronić przed okrucieństwami tego świata.
]b]Historia postaci:[/b]
Urodziłem się w małej górskiej miejscowości przy granicy z Francją, kiedy miałem 10 lat wyprowadziliśmy się z rodzicami do Rzymu, ojciec tam szukał pracy jako szewc , mama zajmowała się domem i babcią, ja natomiast zostałem ministrantem i służyłem do mszy świętych miedzy czasie chodziłem do ubogiej szkoły założonej przez siostry faustynki gdzie coraz bardziej wgłębiałem się w pismo święte.
W wieku 11 – 12 lat zmarła babcia co odbiło się na mamie złym poczuciem zdrowia, ja znalazłem małą pracę przy pewnej knajpce, moim zadaniem było dostarczanie paczek z pewną sumą pieniędzy dla poszczególnych policjantów.
W wieku 13-14 lat mama ciężko się rozchorowała a ojciec stracił pracę, w tedy zaczął ostro pic i nas z mamą bić, w tym okresie czasu miałem sporo na głowie, praca robiła się coraz bardziej wymagająca od małych kradzieży do rozbojów a szkoła i bycie ministrantem powoli odchodziło w bok
W wieku 15-16 lat tata coraz bardziej się pogrążał w alkoholu, ja bywałem coraz mniej w domu, zajmowałem się drobnymi rozbojami dla tutejszej szajki, w wieku 15 lat chwyciłem za butelkę i nie zwracałem na to uwagi że robię się taki sam jak ojciec.
W wieku 16 -17 lat w dniu 17 urodzin ojciec po pijaku zatłukł matkę nogą od krzesła, nie winem nawet o co poszło ale wolałbym raczej tego nie pamiętać.
W wieku 17 lat po pijaku zatłukłem skur…., nie pamiętam czym ale w pamięć wbiło mi się jedynie to że błagał i prosił mnie o litość, z tego co mówiła policja naliczyła o koło 14 pchnięć nożem oraz bardzo mocne uderzenia kijem bejsbolowym w głowę.
W wieku 17-18 lat Dzięki znajomością z tutejszą gangsterką dostałem 3 lata za kratami, rok odsiedziałem w poprawczaku a potem dwa lata w więzieniu gdzieś na północy kraju, tam zapoznałem kilku bandziorów co okazało się dla mnie jednym z najlepszych decyzji, w ostatnim roku odsiadki zacząłem uczęszczać do szkoły oraz służyć do mszy w więziennej kaplicy, dzięki czemu miałem większą swobodę i dzięki czemu mogłem załatwić dla tutejszych znajomych sporo potrzebnych drobiazgów.
W wieku 20 -21 lat wyszedłem z wiezienia pewien znajomy ksiądz któremu pomagałem w wiezieniu zaproponował mi żebym u niego w małym miasteczku zajął się trudną młodzieżą, w zamian za spanie oraz jedzenie i naukę, ale zamiast tego wolałem wrócić do Rzymu, gdzie odnowiłem znajomości oraz wznowiłem działalność co spowodowało że musiałem uciekać z miasta przed policją.
W wieku 23-24 lata Przyjąłem propozycję księdza, pierw nie brałem tego na serio pod uwagę, w tedy liczyła się tylko kryjówka, przez pierwszy rok było ciężko ale co roku było już coraz to łatwiej, nawet czasami zastępowałem samego księdza przy odprawianiu mszy porannej mówiąc ludziom że jest chory, a naprawdę jak co wieczór w sobotę przy kartach ze znajomymi zachlewał się ostro i spał aż do południa w niedziele.
W wieku 25-26 lat po tym okresie czasu jaki spędziłem u tego starego pijaka postanowiłem sam zając się kapłaństwem, dostałem się do seminarium w Rzymie trochę się tego obawiałem ale w gruncie rzeczy nie było tak źle, odnowiłem stare znajomości ale już bez żadnych zleceń.
W wieku 30-31 lat Ukończyłem seminarium co sprawiło że wysłali mnie do klasztoru w górach żebym przez najbliższe lata kontemplował nad swoim poprzednim życiem oraz w między czasie jednał się z bogiem.
W wieku 32-33 lat Kiedy dowiedziałem się że stary pijaczyna zmarł postanowiłem zając jego miejsce, z Bożą pomocą udało się, spędziłem tam wiele radosnych chwil,
W wieku 35 lat poprosiłem o przeniesienie do Zakonu Jezuitów we Francji, chciałem uciec od myśli które męczyły mnie co roku przypominając przy tym straszne zbrodnie jakie popełniałem, chwilami myślałem o śmierci a nawet o samobójstwie.
W wieku 38 lat wybuchła I Wojna Światowa Postanowiłem razem z żołnierzami wyruszyć na front, tam przez całą wojnę wspierałem żołnierzy, chowałem ich znajomych braci , dawałem ostatniego namaszczenia, odprawiałem Mszę za poległych, pomagałem lekarzom w polowym szpitalu przy rannych i ciężko umierających a nawet razem z żołnierzami ruszałem do szturmu bez broni tylko z różańcem w ręku i z pismem świętym, w tedy na polu bitwy w odgłosie krzyków wystrzałów oraz płaczu wiedziałem że swą obecnością dodawałem im otuch rozgrzeszając ich w ich godzinę śmierci, zdarzało się że z Bożą pomocą wyciągałem rannych z tego piekła, pod koniec każdej bitwy siedziałem zawsze sam i sortowałem listy które dostawałem od żołnierzy obiecując im że przekaże je ich rodzinie.
2 tygodnie przed końcem wojny zostałem ranny z tamtego dnia pamiętam to że biegnąc do okopu z razem 17 letnim żołnierzem na rękach dostałem dwie kule w plecy a potem już obudziłem się w szpitalu gdzie dowiedziałem się że wojna już się skończyła.
W wieku 38 - 39 lata Wyruszyłem w swoją prywatną pielgrzymkę ja Bóg i moje sumienie miałem zamiar osobiście dostarczyć pocztę rodzinom poległych, spałem gdzie popadnie jadłem to co ludzie mi dawali, tak długo to trwało aż dostarczyłem ostatni list.
W wieku 40 - 41 lat wróciłem do zakonu braci Franciszkanów w górach gdzie dziękowałem Bogu że mnie ocalił z tego piekła jakim jest wojna, i dopomógł mi w tej długiej ciężkiej pielgrzymce.
W wieku 42- 47 w tych latach obiłem parafię pod wezwaniem Michała Archanioła nie opodal Rzymu w małej wiosce gdzie sprawowałem opiekę nad ludźmi starymi i schorowanymi oraz prowadziłem małe kółko sportowe dla młodzieży z tamtejszej parafii.
W wieku 48 lat Biskup postanowił mnie przenieść do Rzymu skąd po roku czasu dostałem przeniesienie do Sin City
” razem biegnąc i razem umierając a śmierć jak dobra matka zawsze utuli swe dzieci do snu”
„Bóg obdarował nas miłością którą sami odrzuciliśmy”

Zainteresowania: Spanie, jazda na rowerze spacerowanie w samotności i rozmawianie z Bogiem, wędkarstwo czytanie książek, zagłębianie się w pismo święte oraz boks raz w tygodniu udaje się mu powalczyć na ringu.
Rodzina: z tego co mi wiadomo to nie mam
Coś od siebie na temat postaci*: wszyscy pytają czemu jesion, a to proste dzieci mnie na jednej z parafii nazwały Ksiądz jesion, jak zawsze rozgrywali jakiś mecz lub po mszy była chwila wytchnienia to szałem na swój rozwieszony hamak pod jesionami spać i od tamtej pory tak się to już utarło:)


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
brat francesco
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mój brat to menda.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Anchor City :: Karty postaci :: Mężczyźni-
Skocz do: